Wydanie: MWM 09/2017

Bez muzyki nie byłoby reformacji

Pięćsetlecie reformacji. Christiane Wiesenfeldt – wywiad
Article_more
Luter zdawał sobie sprawę ze znaczenia wspólnego śpiewu dla świadomego przeżywania wiary. To właśnie wspólny śpiew stał się siłą napędową reformacji i przyczynił się w niedługim czasie do umuzykalnienia wspólnoty wiernych. Muzyka stała się istotnym elementem praktykowania nowego wyznania.

Jolanta Łada-Zielke: Trzej wielcy reformatorzy, Marcin Luter, Jan Kalwin i Ulryk Zwingli, różnie pojmowali rolę muzyki sakralnej. Luter najwięcej zajmował się tym tematem. Czy dlatego, że sam był muzykiem?

Christiane Wiesenfeldt: Dobre pytanie, na które trudno dziś odpowiedzieć. Wiadomo, że Luter grał na lutni i na flecie, znane są jego wypowiedzi na temat muzyki, ale nie jesteśmy w stanie odtworzyć jego biblioteki nutowej. Możemy podać nazwiska kompozytorów, których szczególnie cenił, jak na przykład Josquin des Prez albo Ludwig Senfl. W trakcie pobytu w klasztorze Augustianów w Erfurcie śpiewał pieśni religijne razem z innymi zakonnikami. Równie trudno jest znaleźć odpowiedź na pytanie, czy Luter zajmował się muzyką w sensie praktycznym mniej czy więcej niż inni reformatorzy. Jego bliski współpracownik, Filip Melanchton, był też klasycznie wykształconym duchownym, można powiedzieć, że równie muzykalnym jak Luter, bo o jego poglądach na temat muzyki wiemy bardzo dużo. Moim zdaniem na działalność Lutra w obszarze muzyki kościelnej miało wpływ doświadczenie wspólnego śpiewania.

 

Zwingli uważał, że muzyka wykonywana podczas nabożeństw niepotrzebnie rozprasza wiernych.

Między reformatorami toczyła się nieustanna dyskusja w oparciu o fragment Listu do Kolosan (Kol 3,16). Luter inaczej pojmował współistnienie śpiewu i mowy (Słowa Bożego) niż jego „sojusznicy”. Biblia mówi, że powinniśmy „śpiewać z głębi serca na chwałę Bożą”, co nie znaczy, że mamy śpiewać głęboko, w ciszy własnych serc, jak pojmowali to kalwiniści i zwolennicy Ulryka Zwingliego. Dla Lutra oznaczało to, że trzeba śpiewać „całym sercem”, a więc głośno. Myślę, iż wszyscy reformatorzy byli zgodni co do tego, że muzyka pełni w Kościele bardzo ważną rolę i że zgromadzony w świątyni lud zawsze wspólnie śpiewał. Tak jest napisane w Biblii i nie da się temu zaprzeczyć. Różnili się natomiast w poglądach na temat oprawy muzycznej nabożeństw. Dla Lutra aktywny, wspólny śpiew stał się ważną częścią praktykowania wiary. Inni reformatorzy nie uważali śpiewu za aż tak istotny element liturgii. Dla nich najważniejsze było Słowo Boże i jego znaczenie (zgodnie z zasadą sola scriptura).

 

Jan Kalwin dopuścił śpiewanie psalmów w kościołach, ale Luter poszedł znacznie dalej, przerabiając i odnawiając w duchu reformacji wiele już istniejących pieśni religijnych.

Na tym właśnie polega różnica między nimi. Luter pisał teksty pieśni religijnych, przetłumaczył także wiele już istniejących na język zrozumiały dla ogółu. Nie tak dawno ukazał się zbiór pieśni reformacyjnych w opracowaniu Jürgena Heidricha, muzykologa z Münster, i Johannesa Schillinga, teologa z Kilonii. Obaj dokładnie przestudiowali i przeanalizowali teksty pieśni opracowanych przez Lutra, opartych na starych chorałach łacińskich albo na utworach świeckich, które w swoisty sposób przerabiał. To bardzo ciekawe, w jaki sposób dokonywał własnej interpretacji tekstów łacińskich. Naukowcy od dawna zastanawiają się, które z tych melodii pochodzą rzeczywiście od Lutra.

 

Czy wykorzystywał także melodie ludowe?

Tak, znana jest na przykład kolęda Vom Himmel hoch (Z wysokiego nieba). Pierwotnie była to świecka pieśń wędrowna Aus fremdem Landen komm ich her (Przybywam tu z obcego kraju). W czasach Lutra cieszyła się ogromną popularnością, dlatego postanowił zrobić z niej pieśń religijną. Nie ma w tym nic szczególnego, bo wtedy pisywano nowe teksty do znanych melodii. Luter pisze po kilka wariantów tekstów chorałów, które poznał jeszcze w klasztorze, tłumacząc je z łaciny lub opracowując na nowo. Muzyka jest mu potrzebna do przeprowadzenia reformacji, ponieważ stanowi ważną część liturgii. I Luter postępuje tu bardzo zręcznie, nie tworzy czegoś zupełnie nowego, lecz wykorzystuje to, co ludzie już znają. Te pieśni z niemieckim tekstem zyskują nową formę i ludzie mogą je lepiej zrozumieć.

 

I dzięki temu bardziej świadomie uczestniczyć w liturgii?

Jak najbardziej. Łacińskie chorały były w dużej części niezrozumiałe dla wiernych, gdyż łaciną władała wówczas jedynie elita. Przetłumaczenie tekstów na język niemiecki umożliwiło ludziom uczestnictwo w nabożeństwach na całkiem innym poziomie. Intencją Lutra było, aby wierni, poprzez zrozumienie swojej wiary i liturgii, odczuli mocniejszą więź z Bogiem i Jego Słowem zapisanym w Biblii. Oczywiście musiało upłynąć trochę czasu, zanim wprowadził język ludu do obrządku nabożeństwa, ale i tak udało mu się to dość wcześnie. W jednym ze swoich pism O mszy niemieckiej zaznaczył, że cała wspólnota wiernych śpiewa, jeśli rozumie tekst pieśni. Nie jest już tak jak w liturgii rzymskokatolickiej, w której wspólnota zachowywała się jak publiczność podczas koncertu: słuchała i obserwowała to, co działo się przy ołtarzu. Od teraz wierni sami mogli śpiewać, rozumieć to, o czym śpiewają, a tym samym pełniej uczestniczyć w nabożeństwach. W filozofii późnośredniowiecznej istniał pogląd, że śpiewając lepiej rozumie się tekst, niż tylko czytając. Tę praktykę wprowadził Luter do swoich szkół ludowych. Dla niego ważne było, żeby dzieci miały zajęcia muzyczne cztery razy w tygodniu, poprzez wielokrotne śpiewanie pieśni zapamiętywały ich słowa i w ten sposób zbliżały się do nowego wyznania. Chodziło mu więc nie tylko o przetłumaczenie tekstów na język niemiecki, lecz o umożliwienie ludziom wspólnego śpiewania, a tym samym włączenie ich do procesu pojmowania. Dążył do tego, aby z czasem także łacińskie części stałe mszy zostały zastąpione przez niemieckie. To był długi proces, w niektórych miejscach trwający nawet do XVIII stulecia. Nabożeństwo protestanckie też ulegało przeobrażeniom. Przez długi czas używano jeszcze łaciny w kościołach ewangelickich, potem zaczęto ją stopniowo usuwać, na przykład łacińskie Credo zastąpiono niemieckim wyznaniem wiary (Glaubensbekenntnis). Wiele z tych zmian nastąpiło dopiero po śmierci Lutra.

 

Oprócz Vom Himmel hoch za sztandarowy utwór reformacyjny uważa się Ein feste Burg ist unser Gott (Warownym grodem jest nasz Bóg).

Tak. Mamy stuprocentową pewność, że tekst utworu pochodzi od Lutra. Nie wiadomo, kto skomponował melodię. Przypuszcza się, że to Luter, ale nie można tego udowodnić. Luter napisał w sumie trzydzieści sześć pieśni. W przypadku trzech z nich brak pewności, skąd pochodzi melodia. Do nich należy właśnie Ein feste Burg.

 

Czy i w dziedzinie muzyki miał Luter zagorzałych przeciwników?

W czasie rozprzestrzeniania się reformacji odbyło się wiele burzliwych dyskusji na temat nowego wyznania. Formułowano traktaty teologiczne i pisma polemiczne. Liczne świadectwa z tego okresu dokumentują tzw. Sängerkriege (dosł. „wojny śpiewacze”), do jakich dochodziło w niemieckich miastach w latach dwudziestych i trzydziestych XVI wieku. Kiedy w jakimś katolickim kościele odbywała się msza po łacinie, przed wejściem zbierała się grupa zwolenników reformacji, po czym zaczynała głośno śpiewać niemieckie chorały. Była to forma protestu przeciwko łacińskiej liturgii. Pojawiały się też utwory o charakterze polemicznym. Niektórzy kompozytorzy celowo przeinaczali teksty Lutra, żeby je sparodiować. Pewien kompozytor z północnych Włoch, prawdopodobnie z Mantui, napisał motet pod znamiennym tytułem Te Lutherum damnamus (Ciebie, Lutra, potępiamy). Między twórcami katolickimi a protestanckimi panowało nieustanne napięcie. 

Władze Kościoła katolickiego zareagowały na reformację, między innymi zwołując sobór trydencki (1545–1563). Czy wśród postanowień soborowych znalazły się zarządzenia odnośnie do muzyki kościelnej?

Podczas soboru trydenckiego nie podjęto żadnych ustaleń odnośnie do muzyki. Kościół katolicki zarządził pewne zmiany, między innymi wykreślając nieaktualne sformułowania z tekstów chorałów, co zostało ujęte w Mszale Rzymskim z 1570 roku. Ale języki narodowe dopuścił do utworów sakralnych dopiero dużo później. Przy czym nie chodziło tu o zwalczanie Lutra i jego wyznawców, lecz o odnowienie wiary katolickiej, zlikwidowanie handlu odpustami i relikwiami. Przybyli z Hiszpanii jezuici uważali, że trzeba wprowadzić surowsze reguły dotyczące muzyki kościelnej, na przykład zabronić śpiewu wielogłosowego w świątyniach. Ale sam sobór nie zreformował muzyki kościelnej, był to przedmiot dużo późniejszych dyskusji.

 

Czy zmiana struktury utworów muzycznych – z polifonicznej na homofoniczną – była także skutkiem reformacji, czy domeną następnej epoki w muzyce, czyli baroku?

Myślę, że mamy tu do czynienia z różnymi drogami rozwoju muzyki. Z jednej strony ma pani rację. Trudno porównywać proste pieśni religijne, albo niemiecki Sanctus, śpiewane podczas pierwszych nabożeństw luterańskich w XVI wieku, z wielogłosowymi utworami wykonywanymi w tym samym czasie w kościołach katolickich, zwłaszcza w Hiszpanii. Muzyka kościelna w obszarze ewangelickim zmieniała się w ciągu całego XVI wieku. Chodziło o uproszczenie jej struktury, przede wszystkim ze względów dydaktycznych. Luter odnosił się sceptycznie do muzyki instrumentalnej. Tolerował organy, ponieważ poznał je już jako mnich, ale nie akceptował czysto instrumentalnej muzyki podczas nabożeństw. To muzyka bez słów, a słowo było dla Lutra najważniejsze. W muzyce protestanckiej XVII wieku pojawiły się i zaczęły rozwijać nowe formy, takie jak koncert czy kantata, albo cała gama utworów organowych, które mogły być wykonywane podczas nabożeństw. Równocześnie dużo działo się w obszarze religii katolickiej, ale tam było coraz mniej kompozytorów piszących wielkie msze w starym stylu. W epoce baroku mamy już do czynienia z nowymi gatunkami, we Włoszech i we Francji powstają pierwsze opery. Na wiek XVI i XVII przypada interesująca, przełomowa faza, podczas której obserwujemy powolne „wdzieranie się” muzyki instrumentalnej do świątyń. Ale z Lutrem miało to już niewiele wspólnego, bo on tej muzyki nie cenił.

 

Kiedy pada hasło „największy kompozytor protestancki”, pierwszym skojarzeniem jest zazwyczaj Johann Sebastian Bach. Czy słusznie?

Trudno mi potwierdzić, że to właśnie on był największy, najlepszy, że jego utwory są najpiękniejsze i już na zawsze pozostaną „na topie”. Kiedy jest mowa o muzyce poważnej, Bach sytuuje się na samej górze, także w Turyngii, gdzie mieszkam. Nie mam nic przeciwko niemu, ale myślę, że historia muzyki zna też innych wyróżniających się kompozytorów z kręgów protestanckich, których twórczość jest równie bogata. W czasach przedbachowskich mamy na przykład Heinricha Schütza, związanego z dworem drezdeńskim. W tym środowisku mieszały się ciągle wpływy nowego i starego wyznania, i Schütz musiał się w tym odnaleźć. Ale w swoich utworach stosował już elementy, które później Bach przepracowywał w kantatach i pasjach. Sądzę, że trzeba spojrzeć na dorobek artystyczny Schütza w kontekście jego epoki. Wtedy można odkryć, że Bach bazował na jego zdobyczach, tworząc na tej podstawie coś własnego.

 

Mówi się, bardzo upraszczając, że do XIX wieku wykonywano w kościołach ewangelickich muzykę Bacha, a w katolickich – Mozarta. Czy ten podział był rzeczywiście tak silny?

Nie sądzę. Trzeba wziąć pod uwagę rozwój, jaki przechodziła twórczość Bacha, i postawić pytanie, czy niektóre z jego dzieł, jak na przykład Wielka Msza h-moll, w ogóle nadają się do śpiewania w kościołach. Teoretycznie tak, bo jest to msza w języku łacińskim, zawierająca wszystkie części stałe liturgii. Ale czy można wykonywać ją podczas nabożeństwa, skoro jest to utwór na wysokim poziomie artystycznym, który trafił do sal koncertowych? Problem nie polega na tym, jaką religię to dzieło reprezentuje, bo nie stoi w sprzeczności z żadną. Tak samo jest w przypadku Mozarta, jego muzyka od początku wykracza poza kontekst czysto kościelny. Wprawdzie w XVIII-wiecznym Wiedniu nie panuje aż tak surowa moralność mieszczańska jak w Lipsku, ale i tak pojawia się wątpliwość, czy można muzykę tych dwóch kompozytorów uznać za typowo kościelną, czyli pełniącą służebną rolę wobec liturgii. Na samym początku muzyka protestancka była tak pomyślana, aby mogli wykonywać ją wszyscy wierni, nawet ci niewykształceni. Ta tendencja nie odnosi się już w żaden sposób do Bacha czy Mozarta.

 

Jest to więc przykład stereotypowego myślenia, jeśli ktoś oznajmia: „Lubię Bacha, mimo że był protestantem”?

Muzyka Bacha ma charakter ponadwyznaniowy i jest adresowana do wszystkich. Przymiotnik „protestancka” oznacza, że była komponowana na specjalne okazje, ale jeśli chodzi o jej wykonawstwo i odbiór, sytuuje się ponad religiami. Proszę zwrócić uwagę, że kontakt odbiorców z muzyką Bacha nie trwał nieprzerwanie. Kiedy żył, znano wyłącznie jego utwory na instrumenty klawiszowe, które powstawały niezależnie od kontekstu religijnego. Dzieła wokalne Bacha zostały odkryte przez Mendelssohna dopiero w XIX wieku, kiedy to muzyka stała się środkiem do wyrażania tożsamości narodowej. Okrzyknięto wtedy Bacha „czysto niemieckim” kompozytorem, a ponieważ jego twórczość była związana z tradycją luterańską, mawiano też, że jest to artysta wyłącznie protestancki. Ale to wynika z ówczesnej, tendencyjnej intepretacji jego twórczości, a nie z faktu, że był wyznania ewangelickiego.

 

W przypadku późniejszych kompozytorów, na przykład romantycznych, nie stosuje się już podziałów wyznaniowych?

Tak, od pewnego momentu tendencja ta zanika. W XIX wieku przestaje być ważne, jakiego wyznania jest twórca, sztuka sama w sobie staje się religią (Kunstreligion). Owszem, istnieją kompozytorzy, których przyporządkowuje się do określonego wyznania. Jeśli chcemy przyporządkować twórczość Brahmsa do protestantyzmu, możemy powiedzieć, że tekst Niemieckiego requiem jest pod silnym wpływem tej religii. Ale ten utwór też nie nadaje się do wykonywania podczas nabożeństw. Pojawiają się także próby komponowania w duchu religijnym. Pod koniec XIX wieku narodził się cecylianizm, za sprawą grupy katolickich twórców, których celem była odnowa muzyki kościelnej i komponowanie nowych, katolickich utworów. Za wzór obrali sobie Giovanniego Palestrinę. Ale była to bardzo niewielka grupa, która nie wytrzymała próby czasu i rozwiązała się na początku XX wieku.

 

Jak ocenia się reformację w muzyce z dzisiejszej perspektywy?

Bez muzyki reformacja nie osiągnęłaby aż tak wielkiego sukcesu. Na pewno rozprzestrzeniłaby się w jakiś sposób, ale muzyka odegrała w tym procesie ogromną rolę. Luter zdawał sobie sprawę ze znaczenia wspólnego śpiewu dla świadomego przeżywania wiary. To właśnie wspólny śpiew stał się siłą napędową reformacji i przyczynił się w niedługim czasie do umuzykalnienia wspólnoty wiernych. Muzyka stała się istotnym elementem praktykowania nowego wyznania.