Wydanie: MWM 09/2017

Siedem myśli o muzyce współczesnej, które doprowadzają mnie do szaleństwa

Współpraca
Article_more
Zwracam się do Ciebie. Mam propozycję. Potrzebowałbym. Może moglibyśmy. Mam plan i pomyślałam o Tobie. Chciałabym, żebyś. Od dłuższego czasu noszę się z. Mam taki pomysł. Właśnie dlatego ty. Dobrze się składa.

Inspirująco, ekscytująco. Wyzwanie, zadanie, przygoda. Start. Nie ma takich słów, które oddałyby emocje towarzyszące zapoczątkowaniu współpracy artystycznej. Dwoje ludzi odnajduje się, wychodzi sobie na przeciw i staje się dla siebie obietnicą twórczości. Jakby miłość.

 

W momencie ekspresji obustronnego zainteresowania potencjałem kreatywnym, wyzwolona zostaje energia, którą jeden człowiek wspólnie z drugim człowiekiem przekuwa w czyn, zakładając współdzielony folder, rozpoczynając wątek mailowy, wysyłając rejestracje wykonań utworów, w których usłyszeć można akurat to brzmienie, artykuły z Wikipedii dokładnie o tym zjawisku, najlepiej w językach obcych, zdjęcia, na których udało się, a to niezwykłe, uchwycić idealnie ten rodzaj światła, którego wymagałaby scena, filmy z oznaczoną sekundą, co pomoże nie przeoczyć tego gestu, poezję, która wyrazi możliwie najlepiej ten, jakże delikatny temat, krajobrazy zawierające dokładnie tę perspektywę scenograficzną, skrawki materiału utkane tą jedyną fakturą, której wymaga krój, daty spektakli tanecznych zwiastujących tę strukturę ruchu. Nie ma takich rzeczy, które nie mogłyby się przydać przy spełnianiu obietnicy twórczości.

 

Oba źródła tętnią do wspólnej rzeki. Materiał uzyskany w wyniku pracy polegającej na przeszukiwaniu własnych zasobów kreatywnych tworzy strumień skojarzeń, inspiracji i ustanawia wspólny nurt pracy twórczej. Człowiek z człowiekiem dzieli się swoimi skarbami ufnie i hojnie. Oboje aspirują do bycia w partnerstwie dla twórczości i stają ponad anachronicznymi granicami wyznaczanymi przez takie słowa, jak kompozytor czy wykonawca. Odsłaniają się sobie w wyobraźni, wrażliwości i potencjale. Czerpią z doświadczenia i umiejętności. Gdzie tylko mogą wykazać się inicjatywą, proponować i antycypować, nie pozostają bierni. Chciałabym, żebyś coś usłyszał. Może to znasz, ale wystarczy zmienić. Nagrałabyś mi? Nagram to i jeszcze coś od siebie. Pomyślę. A jak inaczej jeszcze możesz? O, niesamowite. Wiedziałem, że tak. Podoba mi się. Bierzemy. Zapiszę sobie.

Wyższa intelektualna zawartość zgromadzonego materiału zostaje sprowadzona do pytania o partyturę, które pojawia się nieuchronnie w kontekście daty realizacji obietnicy przed publicznością. Nie samymi obietnicami człowiek żyje, szczególnie na scenie, kiedy twórczość należy dostarczyć w postaci wykonania. Słowa, które oddałyby charakter etapu podsumowywania współpracy artystycznej w formie partytury, to „oczekiwanie”, ewentualnie „zniecierpliwienie”; „podniecenie”, ewentualnie „podenerwowanie”; „zwątpienie”, ewentualnie „frustracja”. Jak zapiszę to tak, to będzie wiadomo? Jutro. Umówmy się, że to będzie znak na wiesz co. Nie będę dokładnie notował, sama wiesz najlepiej. Tutaj zdaję się na ciebie. Jak uważasz, jak czujesz, jak chcesz. Ten prostokąt z cyfrą siedem oznacza, że przez siedem minut robisz to, co wtedy. Dokładnie z tamtym gestem. Światło weźmiemy takie jak tam.

 

Nim się jeden człowiek z drugim człowiekiem obejrzy, publiczność jest na miejscu i oczekuje dotrzymania obietnicy zapowiedzianej w programie koncertu. Jeden człowiek mówi, że będzie trzymał kciuki, że życzy powodzenia, że wywołany gestem zejdzie się ukłonić na koniec, drugi wychodzi na scenę i jest decydentem w obszarze rozstrzygania zagadek partytury, negocjatorem sensów podejmowanego ryzyka, ucieleśnieniem idei multiperformera, reinterpretatorem przekraczania granic własnych możliwości, moderatorem improwizacji o długości siedmiu minut, autocoachem zaangażowania, głosem tworzącym w wykonaniu utworu pod tytułem jakby miłość.

 

Muzyka: jeden człowiek

Koncepcja: jeden człowiek

Libretto: jeden człowiek

Światło: jeden człowiek

Kostiumy: jeden człowiek

Scenografia: jeden człowiek

Choreografia: jeden człowiek

 

Głos: ten drugi człowiek