Wydanie: MWM 09/2017

Duch i muzyczna materia

Article_more
Duchowość i religijność w nowej muzyce to temat równie trudny jak duchowość i religijność współczesnego człowieka Zachodu. Muzyka odbija tarcia występujące w społeczeństwie: dla jednych religia jest dobrem, systemem wartości, w którym upatrują podstaw cywilizacji, dla innych wiąże się z opresyjnością władzy; okazuje się czymś niejasnym, nieprzekonującym, fałszywym.

Duchowość pozostaje ponadto związana z tradycyjnym porządkiem muzycznym, z dążeniami tonalnymi, harmonią, która ma odzwierciedlać idealną harmonię boską, nie zaś brud i ciężar realnego świata (tu można by zacząć rozległy wątek tego, co jest dla kogo realne, co dla kogo harmonijne i piękne). Owszem, istniały próby zaangażowania języka głęboko awangardowego do „obsługi” toposów religijnych; bodaj najwybitniejszą z nich jest Pasja według św. Łukasza Krzysztofa Pendereckiego. W istocie jednak nawet Penderecki, przyjmując ten temat, wyruszał w drogę powrotną ku temu, co już znane i łatwe do wykorzystania przy budowie jednoznacznych obrazów. Fascynacją kolejnych dziesięcioleci po Pasji stała się muzyka ze Wschodu. Dzwoneczki Arvo Pärta zdawały się mówić o miłości bez straszenia ogniem piekielnym. Zapraszały do (modnej) medytacji, obiecywały ucieczkę i nadzieję. Religijne kompozycje Sofii Gubajduliny sugerowały osobiste przeżycie wiary, uczucie trudne, zmaganie raczej niż bezrefleksyjne utwierdzanie się w przekonaniach. 

Przypominam to wszystko, próbując umieścić w tym kontekście twórczość Oliviera Messiaena, przenikniętą religijnością szczególną, w Polsce niemal nieznaną, bo bardzo intelektualną, zakorzenioną w przyrodzie i rozważaniach teologicznych. W tym roku trochę częściej grywane są w naszym kraju utwory francuskiego mistrza (dwadzieścia pięć lat od jego śmierci), ale to i tak kropla w morzu. Proszę zresztą zauważyć, że ich wymiar duchowy bywa zwykle ignorowany. Kto dzisiaj rozmyśla o głębokich warstwach znaczeń Kwartetu na koniec czasu? Kto gra Wizje Amen w kościele? A przecież religijne znaczenia są tu wręcz na wierzchu: w tytułach poszczególnych części. Tylko brać i myśleć, przeżywać i doznawać. Messiaen jednak do celebrowania uroczystości religijnych i państwowych się nie nadaje, a prywatne przeżywanie duchowości zdaje się coraz bardziej odrywać od kościelnej infrastruktury. To zresztą znak szerszej tendencji: skoro kantat Bacha czy mszy Haydna słuchamy jako wybitnych „realizacji tematu”, nie modlimy się przy nich, czemu inaczej mielibyśmy traktować twórcę z XX wieku?

 

„Prywatyzacja” głębszych uczuć religijnych, mimo przeciwnych deklaracji, postępuje także w Polsce. Dla osobistego przeżywania duchowości Messiaen mógłby jednak okazać się twórcą ważnym, jeśli ktoś sobie o nim przypomni. Pojawiają się też tak szczególne zjawiska, jak Pasja Pawła Mykietyna – swoisty dialog z tradycją Pendereckiego, nawet Bacha, pełen odniesień do historii kultury i chwytów rodem ze współczesnego teatru. Przejmujący, a przecież radykalnie odwrócony od oficjalnej religijności. Przede wszystkim – osobny. Ciekawym zjawiskiem w tym kontekście może też być twórczość Pawła Łukaszewskiego – jednego z najwyżej cenionych w świecie polskich kompozytorów, u nas znanego przede wszystkim w środowisku chóralnym. Jego muzyka jest na swój sposób eklektyczna, operuje wieloma środkami wynalezionymi w XX wieku, ale obiera wyraźnie kierunek konfesyjny. Często deklaruje użytkowość, jednak rzadko udaje jej się przebić do kościelnego mainstreamu. Od świata festiwali nowej muzyki też odstaje, bo przecież są w niej zapisane, jak w pamięci materiału, tradycja i formy praktyki religijnej. Mantryczna powtarzalność i wyczucie spektaklu. Nie umiem tej twórczości dobrze ocenić, chyba wymyka mi się, może z braku przywiązania do tego, co w niej najważniejsze. Zderzam się z nią. Ciekawe, na ile w naszym świecie rozproszonych, nawet sprzecznych, wartości jesteśmy w stanie cokolwiek ocenić bezkontekstowo. Ciągle próbujemy, a taka twórczość najlepiej uzmysławia potrzebę pytania o sens.