Autor: Anna Skulska
Wydanie: MWM 01/2013

Antoni Wit: Zdumiewająca logika

Mój Lutosławski
Article_more
Witolda Lutosławskiego poznałem w Warszawie, a do spotkania doszło w 1968 roku w pokoju dyrygenckim Witolda Rowickiego. Kilka dni później powiedziałem mu, że będę dyrygował jego Koncertem na orkiestrę. Kompozytor wyraził gotowość udzielenia mi kilku wskazówek i podzielenia się swoimi doświadczeniami. Byłem bardzo zaszczycony, ale ten miły gest wynikał też z tego, że działo się to na bankiecie po zakończeniu festiwalu Warszawska Jesień i wszyscy byli w znakomitych humorach, Lutosławski także.

Miał jednak niewiele czasu, myślę, że może nawet żałował danej obietnicy, ale nie wypadało mu się wycofać, więc zaprosił mnie do domu. Wziąłem ze sobą partyturę Koncertu na orkiestrę, którą posługuję się do dzisiaj. Zapisałem wówczas na niej uwagi kompozytora. Jest to historyczne świadectwo tego, jakie były jego opinie o utworze i sposobie jego interpretacji, a także jakie problemy wiązały się wówczas z wykonaniem tego arcydzieła. Kompozytor dał mi więc sporo wskazówek dotyczących pracy i samego dyrygowania. Tę partyturę traktuję jak szczególnie drogą pamiątkę. Koncertem na orkiestrę dyrygowałem około czterdziestu razy, niestety, nigdy w obecności kompozytora. Pamiętam jednak moje wykonanie Koncertu właśnie w 1968 roku na koncercie z okazji 50-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości. Zachowałem piękną recenzję, w której Jerzy Waldorff napisał, że oto pojawił się godny następca Rowickiego i Wodiczki. Tak więc do tego utworu mam stosunek sentymentalny.

Specjalny podwójny styczniowo-lutowy numer "Muzyki w Mieście" poświęcony Witoldowi Lutosławskiemu jest przez cały rok do nabycia w Filharmonii Wrocławskiej i w sprzedaży wysyłkowej.