Wydanie: MWM 10/2017

Po godzinach

Agnieszka Franków-Żelazny
Article_more
Stare powiedzenie mówi, że nie należy dzielić muzyki na klasyczną i rozrywkową, a jedynie na dobrą i złą. Prawdziwości tych słów dowodzimy sami – mało kto przecież ogranicza się do słuchania tylko jednego rodzaju muzyki. A jak jest z muzykami ze świata „akademickiego”? Jaką muzyką rozrywkową inspirują się w swojej pracy? Czego słuchają w wolnych chwilach? Pytamy ich o to co miesiąc.

Od kiedy pamiętam, przepadałam za śpiewem i tańcem, w których doskonale sprawdzała się muzyka rozrywkowa. Przez wiele lat bawiłam się w rytmie rock and rolla, reggae i hitów polskiego rocka. Z czasem nieco się to zmieniło i dziś zdecydowanie wybieram imprezy taneczne z muzyką latynoską. Z łezką w oku wspominam też wieczory podczas wyjazdów chóralnych w liceum i na studiach. Wraz ze znajomymi wertowaliśmy śpiewniki z utworami polskich zespołów, takich jak Dżem, Wilki, Lady Pank, Perfect, Budka Suflera czy Sztywny Pal Azji. Czerwony jak cegła, Wolność i Kocham cię jak Irlandię stanowczo należały wtedy do „moich” piosenek. Wtedy przede wszystkim fascynowało mnie emocjonalne zaangażowanie wokalistów. Refleksja nad treścią piosenek pojawiła się wraz z zainteresowaniem poezją śpiewaną, przede wszystkim twórczością Starego Dobrego Małżeństwa. Poza muzyką polską słuchałam również „klasyki rocka i metalu” moich czasów: Metalliki, Scorpionsów, Extreme, Guns N’Roses… Bardzo lubiłam też Roxette, przede wszystkim ze względu na ich wokalistkę, Merie Fredriksson. Miałam chyba wszystkie ich albumy wydane na winylach. Czasem do nich wracam, tak jak zresztą do pozostałych utworów mojej młodości. Poza tym uwielbiam piosenki z bajek i muzykę filmową – tego najczęściej słucham, gdy chcę odpocząć. Bardzo szanuję na przykład twórczość Bartosza Chajdeckiego. Ostatnio często towarzyszył mi urzekający w swej prostocie soundtrack do La la land. Miewam również chwilowe fascynacje – kiedyś było to fado, a dziś brazylijskie samby czy choro, które podrzucają mi znajomi. 

 

Agnieszka Franków-Żelazny – dyrygentka, dyrektorka artystyczna Chóru NFM, pedagog z tytułem doktora habilitowanego. Wykłada na Akademii Muzycznej im. Karola Lipińskiego we Wrocławiu, gdzie prowadzi klasę dyrygentury chóralnej oraz Chór im. S. Krukowskiego. Od 2015 roku jest dyrektorem programowym Akademii Chóralnej, a także pomysłodawczynią i dyrektorką artystyczną Polskiego Narodowego Chóru Młodzieżowego. W jej dorobku artystycznym znajduje się dwanaście płyt oraz ponad siedemdziesiąt nagród – zarówno indywidualnych, jak i zespołowych. Do ostatnich osiągnięć artystki należą między innymi Brązowy Medal Zasłużony dla Kultury Polskiej – Gloria Artis (2014) i Fryderyk 2017 za płytę De profundis zrealizowaną z Chórem NFM. 

Chętnie wybieram się również na koncerty jazzowe, choć muszę przyznać, że raczej nie traktuję jazzu jako gatunku „rozrywkowego”. Muzyka rozrywkowa ma dla mnie raczej charakter „użytkowy”: do tańca bądź śpiewu. Bardzo lubię i szanuję jazz, ale nie umiem go wykorzystać do żadnej z tych aktywności (śmiech). Słucham go chętnie, jednak podobnie do muzyki klasycznej, czyli szukając dobrych wykonawców. Niezmiennie lubię słuchać Nat King Cole’a czy Norah Jones. Pośród polskich artystów rozrywkowych również można znaleźć osoby o inspirujących osobowościach artystycznych – takie jak Beata Kozidrak, Zbigniew Wodecki, Grzegorz Turnau. Są też wokaliści, których podziwiam za niezwykłe warunki głosowe. Należą do nich między innymi Adele, Whitney Houston, Celine Dion czy Micheal Jackson. Muzycy rozrywkowi fascynują mnie przede wszystkim emocjonalnością, zindywidualizowaniem przekazu, bazowaniem na wyrazistości tekstu. Dobrego wokalisty rozrywkowego nie można pomylić z nikim innym, co u „klasyków” sprawdza się jedynie w przypadku niezwykle wyrazistych, najlepszych artystów. Uważam, że twórczość rozrywkowa musi być integralną częścią bycia muzykiem. Dopiero łącząc doskonały warsztat klasyczny z łatwością improwizacji i zaangażowaniem odpowiednim dla „rozrywki”, można stać się dobrym artystą.