Wydanie: MWM 10/2017

Brunatne cienie przeszłości

Article_more
W tym roku z inicjatywy Towarzystwa Wagnerowskiego w Lipsku ukazało się nowe wydanie pamfletu Ryszarda Wagnera Das Judenthum in der Musik (Żydostwo w muzyce) w opracowaniu doktora Franka Piontka, muzykologa i dziennikarza. Jawny antysemityzm kompozytora oraz umiłowanie jego muzyki przez Hitlera sprawiły, że niemieccy naziści usiłowali zrobić z niego prekursora swojej ideologii.

Problem ten był głównym tematem sympozjum naukowego towarzyszącego tegorocznemu festiwalowi w Bayreuth. Muzykolodzy z Niemiec, Austrii i Stanów Zjednoczonych wygłaszali w Willi Wahnfried wykłady i prowadzili dyskusje, zwłaszcza na temat odbioru twórczości Wagnera po II wojnie światowej. Próbowano odpowiedzieć na pytanie, dlaczego została ona skażona narodowym socjalizmem, czy przyczyna tkwiła w osobowości kompozytora i jego poglądach, czy był to zabieg sztuczny i naciągany.

 

Muzyczny geniusz i moralny słabeusz

Za życia Wagnera pamflet został wydany dwukrotnie. Pierwszy raz w 1850 roku w Lipsku w czasopiśmie „Neue Zeitschrift für Musik” pod pseudonimem K. Freigedank (wolnomyśliciel) i doczekał się zaledwie trzech recenzji w fachowych czasopismach. Jego druga, ostrzejsza wersja, opublikowana w 1869 roku jako broszura już pod nazwiskiem kompozytora, wywołała lawinę protestów, choć pojawiły się też wyrazy poparcia, na przykład ze strony niemieckiego filozofa i matematyka Constantina Frantza. Pamflet zawiera negatywne określenia odnoszące się do artystów pochodzenia żydowskiego, zwłaszcza muzyków, takie jak „twórcza bezproduktywność”, „nieporadność życiowa”. Zdaniem Wagnera sztuka europejska jest dla Żydów językiem obcym, mogą go powtarzać i kopiować, ale nie potrafią w nim tworzyć, bo całe ich doświadczenie ogranicza się do muzyki synagogalnej. Jeśli Żyd komponuje lub wykonuje nowoczesną (na owe lata) muzykę, to tak jakby recytował wiersz Goethego w jidysz, który był dla Wagnera karykaturą niemieckiego. A jeżeli udało się któremuś odnieść sukces, to dlatego że miał pieniądze na zdobycie wykształcenia albo przyjął chrzest z powodów ambicjonalnych.

 

Obiektem ataków stał się przede wszystkim kompozytor Giacomo Meyerbeer, przedstawiciel nurtu grand opéra, twórca między innymi Roberta Diabła i Hugenotów, który pomagał Wagnerowi podczas jego pobytu w Paryżu (1840–1841), załatwiając mu zlecenia na transkrypcje i wspierając go finansowo. Dzięki protekcji Meyerbeera doszło do wystawienia w Dreźnie opery Rienzi. Do dziś pozostaje zagadką, dlaczego Wagner zaczął gryźć karmiącą go rękę. W tekście pamfletu wyraził się o nim: „Meyerbeer i jego klika”. Nieco łagodniej potraktował Mendelssohna, który nie był dla niego konkurencją, poza tym zmarł młodo. Wagner pisał o nim, że to świetny muzyk, ale jego utworom brakuje głębi. Ciekawie przedstawiał swój stosunek do poety Heinricha Heinego, od którego zaczerpnął kilka pomysłów (jak choćby w przypadku Holendra tułacza), napisał też muzykę do jego wiersza Dwaj grenadierzy. Wyrażał się o tym w sposób pobłażliwy jako o błędach młodości. Po premierze Śpiewaków norymberskich w 1868 roku w Monachium, bardzo negatywnie ocenionych przez wiedeńskiego krytyka Eduarda Hanslicka (nota bene żydowskiego pochodzenia), Wagner obraził się na niego, na cały Wiedeń i zaczął snuć teorie spiskowe, że cała europejska prasa znajduje się w rękach Żydów. Nie omieszkał wyrazić tego na piśmie, w drugiej wersji pamfletu.

 

Negatywne nastawienie Ryszarda Wagnera do żydowskich artystów miało przyczyny nie tylko osobiste, lecz i społeczne. W drugiej połowie XIX wieku emancypacja Żydów i ich udział w życiu publicznym wielu krajów, w tym Niemiec i Austrii, bardzo przeszkadzały antysemicko nastawionej części społeczeństwa. Wagner nie był ani pierwszym, ani ostatnim, który ich atakował, odmawiając im walorów intelektualnych i talentów artystycznych.

 

Wstęp do wersji z 1869 roku zawiera list adresowany do polskiej arystokratki i wybitnej pianistki Marii Kalergis-Muchanow, która w Paryżu wspierała kompozytora finansowo, podarowała mu nawet dziesięć tysięcy franków na wystawienie Tannhäusera. Wagner zwraca się do niej w liście „verehrte Frau” („szanowna pani”) i próbuje jej wyjaśnić przyczynę ataków prasy na jego osobę. Zaznacza, że sam jest nimi zdziwiony, bo pisał o Żydach w ten sposób nie ze złości, lecz przedstawiając fakty. Ale kolejny polski przykład pokazuje, że Wagner w swoich sądach mijał się z faktami. Pisze, że „niewłaściwa gospodarka Polaków popchnęła bogactwo tego kraju w żydowskie ręce”, podczas gdy w ówczesnym Królestwie Polskim gospodarką sterowali rosyjscy zaborcy. Wagner wyraża również swoje oburzenie z powodu niezwykłej popularności Bogumiła Dawisona, polskiego aktora żydowskiego pochodzenia, który święcił triumfy na scenach teatrów w Dreźnie i Wiedniu, grając wielkie role szekspirowskie. Kompozytor nie miał okazji oglądać jego występów, był jednak święcie przekonany, że Żyd nie jest w stanie odpowiednio zagrać postaci stworzonych przez wielkiego Szekspira.

 

Po ukazaniu się drugiej wersji pamfletu francuska śpiewaczka i kompozytorka Paulina Viardot- García wyraziła przekonanie, że Wagner napisał to wszystko ze złości i później będzie tego żałował. Stwierdziła, że przy całej swojej muzycznej genialności jest „moralnym słabeuszem”. Tenor Franz Nachbaur, pierwszy odtwórca roli Waltera von Stolzing, zrezygnował ze śpiewania Lohengrina we Wrocławiu. Podczas prezentowania na scenie oper Wagnera dochodziło do incydentów wywoływanych przez widzów oburzonych treścią traktatu.

           

Śpiewacy norymberscy – rozliczenie ze stereotypem

Podczas sympozjum prezentowano fragmenty filmów, nakręconych po amatorsku w latach trzydziestych przez Wolfganga Wagnera, wnuka kompozytora i dyrektora festiwalu od 1966 do 2008 roku. Przed oczami widzów przesuwały się czarno-białe, sielankowe obrazy. Oto słoneczny dzień w ogrodzie Willi Wahnfried, dokąd właśnie przyjeżdża w odwiedziny Adolf Hitler, nazywany „wujkiem Wolfem”. Spaceruje pod rękę z Winifried, żoną Zygfryda Wagnera, swoją dozgonną (w sensie dosłownym) zwolenniczką, następnie z jedną z ich córek, Vereną. Ktoś z obecnych na pokazie próbuje zrobić zdjęcie smartphone’em i projekcja natychmiast zostaje przerwana. „Za to grozi dożywocie”, ostrzega żartobliwie operator, po czym wyjaśnia, że ten materiał jako własność Państwowego Archiwum w Monachium jest objęty ścisłą ochroną praw autorskich.

 

Kolejne ujęcia pokazują wizytę Hitlera w Festspielhaus, kiedy członkowie orkiestry, chóru, dyrygent i soliści wyprężają na jego widok ramiona w nazistowskim pozdrowieniu. Następnie oglądamy próby do Śpiewaków norymberskich z 1934 roku. W okresie narodowego socjalizmu dziełu temu przypadła szczególna rola. Interpretowano je jako artystyczne dopełnienie treści pamfletu Das Judenthum in der Musik. Oto podstępny „Żyd” Beckmesser, pisarz miejski, pragnie za wszelką cenę wygrać turniej śpiewaczy i zdobyć rękę pięknej Ewy, ale sam nie jest w stanie stworzyć niczego oryginalnego. Dlatego przywłaszcza sobie pieśń napisaną przez Hansa Sachsa. Nie rozumie jednak jej przesłania, wykonuje ją nieudolnie i zostaje wyśmiany. Postać ta została przeciwstawiona dwóm pozytywnym bohaterom, „prawdziwym Niemcom”, czyli Hansowi Sachsowi i Walterowi von Stolzing. Sachs kocha Ewę, ale widząc jej miłość do Waltera, postanawia szlachetnie pomóc im obojgu. Walter wygrywa konkurs, ale odrzuca przysługujący mu tytuł mistrza sztuki śpiewaczej, bo dla niego najważniejsza jest Ewa. Zdaniem nazistowskich interpretatorów Żydzi nie byliby zdolni do takich poświęceń.

           

Również od strony muzycznej dopatrywano się w partii Beckmessera akcentów żydowskich, bo jej linia melodyczna pełna jest melizmatów, jak w śpiewie synagogalnego kantora. Tymczasem Wagner wcale nie narzucił takiej interpretacji, w osobie Beckmessera zamierzał sparodiować tradycyjną operę włoską. Nie miałoby to także pokrycia w historii, bo akcja Śpiewaków toczy się w połowie XVI wieku, a Żydzi zostali wypędzeni z Norymbergi w 1499 roku i dopiero w 1850 roku pozwolono im wrócić. Poza tym żaden Żyd nie mógł wówczas piastować funkcji pisarza miejskiego. 

Całość artykułu można przeczytać w papierowym wydaniu magazynu „Muzyka w Mieście". Miesięcznik jest dostępny w salonach Empik.