Wydanie: MWM 11/2017

Francuski styl i szyk

Article_more
„Protegowany Saint-Saënsa”, „mistrz wdzięku”, który najlepiej czuł się w towarzystwie arystokratek, „Robespierre reform” – tak mówili o nim inni. Sam siebie nazywał „niepoprawnym religijnym nygusem”. Z powyższych wypowiedzi wyłania się obraz człowieka, a nie posągowego twórcy w rodzaju „Słowacki wielkim poetą był”. Człowieka nam bliskiego, z wadami i słabościami, zanurzonego w swoim czasie, w tych wszystkich trudnych, międzyludzkich relacjach i zależnościach, jakich doświadczamy od pierwszych chwil przyjścia na świat.

Zgodnie z zasadami muzycznej hermeneutyki, by zrozumieć dzieło, należy przyjąć, że między nim a tzw. ekspresjami życia, czyli wydarzeniami historycznymi, biografią twórcy, filozofią czy reakcją jemu współczesnych, istnieje niezwykle wysublimowana więź. Zaakceptowanie tego faktu pozwala uchwycić to, co nieuchwytne, odczytać niepowtarzalność i wyjątkowość kompozycji. Stanąć z nią twarzą w twarz. Bowiem żaden akt twórczy nie powstaje w oderwaniu od rzeczywistości, od bagażu doświadczeń zbieranych zarówno przez artystę, jak i odbiorcę.

 

Gabriel Fauré w świadomości współczesnych odbiorców jest przede wszystkim autorem Pavane oraz Requiem z zachwycającą arią sopranową Pié Jesu. Oba dzieła funkcjonują w popkulturze jako ścieżki dźwiękowe filmów, choćby Jima Jarmusha czy Paolo Sorrentino, ale też wielu innych. Cóż więcej wiemy o francuskim kompozytorze? W polskiej literaturze jest to postać potraktowana dość marginalnie, raczej w formie encyklopedycznych haseł. A jednak Fauré odegrał znaczącą rolę w historii muzyki w kilku aspektach: muzycznym – przygotowując grunt dla wielkich zmian stylistycznych przełomu XIX i XX wieku („protoimpresjonista”), pedagogicznym (do grona jego uczniów należeli między innymi Maurice Ravel, George Enescu oraz Nadia Boulanger) oraz organizatorsko-administracyjnym (dokonał reformy Konserwatorium Paryskiego).

 

Protegowany Saint-Saënsa

Gabriel Fauré urodził się 12 maja 1845 roku w Pampiers, małym miasteczku położonym u podnóża Pirenejów, około 60 km od Tuluzy. Przyszedł na świat jako najmłodszy z szóstki dzieci Toussaint-Honoré’a Faurégo – przyszłego dyrektora École Normale d’Instituteurs i Marie-Antoinette-Hélène Lalène-Laprade. W tym samym roku w mediolańskiej La Scali miała miejsce premiera Joanny d’Arc Giuseppe Verdiego, w Lipsku odbyło się pierwsze wykonanie Koncertu skrzypcowego Felixa Mendelssohna, pewien Amerykanin opatentował maszynę do szycia, Anglik – gumkę recepturkę, francuscy fizycy wykonali zdjęcie Słońca, a na dworzec w Pradze wjechał pierwszy pociąg parowy. Szeroko zakrojona rewolucja przemysłowa nieodwracalnie i w coraz większym pędzie zmieniała oblicze świata.

 

Do wspomnień z wczesnego dzieciństwa Gabriel Fauré powracał z rozrzewnieniem: „Dorastałem jako raczej spokojne, dobrze wychowane dziecko, w pięknym otoczeniu… Ale tak naprawdę jedyną rzeczą, którą pamiętam wyjątkowo wyraźnie, jest fisharmonia w tamtej małej kaplicy. Za każdym razem, kiedy tylko mogłem się wyrwać, biegłem tam […]. Grałem okropnie… bez żadnej metody, bez techniki, ale pamiętam, że byłem szczęśliwy […]”. Zaledwie czteroletni Gabriel nie zdawał sobie jeszcze sprawy, że właśnie odkrył swoje powołanie. Na talent syna Toussaint-Honoré’owi po raz pierwszy uwagę miała zwrócić pewna niewidoma dama – częsty świadek tych amatorskich improwizacji. Gdy Gabriel skończył dziewięć lat, z finansową pomocą deputowanego do parlamentu oraz biskupa rodzimej diecezji, został skierowany do Paryża, by rozpocząć naukę w prestiżowej École de Musique Clasique et Religieuse – znanej pod nazwą Szkoły Niedermeyera. Tam spędził jedenaście lat. W internacie panowała dyscyplina, pokoje były ponure, jedzenie – przeciętne, ale edukacja pozostawała na doskonałym poziomie. Po śmierci Niedermeyera, Fauré kontynuował naukę u Camille’a Saint-Saënsa, który zapoznał go z twórczością Roberta Schumanna, Ferenca Liszta i Richarda Wagnera. Choć obu francuskich muzyków dzieliła zaledwie dziesięcioletnia różnica wieku, wytworzyła się między nimi niemalże ojcowsko-synowska relacja. Czy możliwe, że ze strony mentora bardziej romantyczna? Być może. W późniejszym czasie Saint-Saëns wielokrotnie zaznaczał, że jego protegowany jest jedynym żyjącym kompozytorem, którego naprawdę ceni. Szkołę Niedermeyera Fauré ukończył w 1866 roku z pierwszą nagrodą za pełną subtelnej prostoty i powagi Cantique de Jean Racine op. 11 na chór mieszany i fortepian lub organy.

 

Niepoprawny religijny nygus

Przez kolejne cztery lata młody Fauré, oprócz udzielania lekcji fortepianu i komponowania, pełnił funkcję organisty w Rennes – dużym mieście w regionie bretońskim. Z piastowanego stanowiska muzyk został jednak zwolniony, zaś powodów znalazło się kilka: a to podczas kazań palił papierosy w kościelnym przedsionku, a to akompaniował do tzw. sceny kościelnej w wystawianej w tamtejszym teatrze operze Faust Charles’a Gounoda, a to pojawił się na porannej mszy w wieczorowym stroju, prosto z „nocnej hulanki”. Zmuszony opuścić Rennes, Fauré znalazł zatrudnienie w Paryżu u swego mentora Saint-Saënsa: został pomocnikiem organisty w kościele Notre-Dame de Clignancourt w okolicach Montmartre’u – dzielnicy popularnej wśród artystów. Jednak do obowiązków podchodził nadal dość niefrasobliwie: często opuszczał msze, usprawiedliwiając się, że jest „niepoprawnym religijnym nygusem”. Jeszcze wiele lat ulegał zamiłowaniu do swobody: dużo później na prowadzone przez siebie zajęcia w Konserwatorium Paryskim często przychodził po wyznaczonym czasie albo wychodził za wcześnie (czasem jedno i drugie). Mimo to cieszył się wśród uczniów dużym poważaniem. Inspirował ich, wychowywał w poczuciu szacunku zarówno dla tradycji, jak i dla wolności twórczej. Nie narzucał własnego stylu, rozwinął za to harmoniczną wrażliwość, zamiłowanie do prostych linii melodycznych oraz barwnych modulacji.

 

Belle époque

Gdy w 1871 roku Francja poniosła klęskę w wojnie francusko-pruskiej, Fauré (wówczas były żołnierz regimentu kawalerii Gwardii Cesarskiej) uciekł do Rambouillet, a następnie do Szwajcarii, gdzie w pobliżu Lozanny schronienie znalazła również szkoła Niedermeyera. Tam spędził całe lato. Po powrocie do Paryża kompozytor objął stanowisko organisty w kościele St-Honoré-d’Eylau, następnie w Saint-Sulpice. Z popiołów Komuny Paryskiej wyłonił się Paryż Émila Zoli, Paula Verlaine’a, Marcela Prousta, Édouarda Maneta, Claude’a Moneta, Auguste’a Renoira, Edgara Degasa, Paula Cézanne’a i Paula Gauguina. Był to Paryż bohemy, zmysłowości, ulotnych wrażeń, filozoficznych dysput, kabaretów, teatrzyków o podejrzanej reputacji, kawiarń z wyszynkiem absyntu oraz salonowych spotkań towarzyskich. Francja ostatecznie rozprawiała się z monarchią i oddalała od Kościoła. Na tle zmian politycznych pojawiały się coraz bardziej spektakularne osiągnięcia nauki i techniki. Do artystycznej stolicy świata ciągnęli z wielu krajów literaci, malarze, rzeźbiarze i muzycy. Spokój belle époque przerywały jedynie dekadenckie, pesymistyczne wizje fin de siécle’u.

Całość artykułu można przeczytać w papierowym wydaniu magazynu „Muzyka w Mieście". Miesięcznik jest dostępny w salonach Empik.