Autor: Ewa Osińska
Wydanie: MWM 11/2017

Richter i „Dama Kameliowa”

Article_more
Setna rocznica urodzin Światosława Richtera minęła dwa lata temu, dwudziesta rocznica śmierci – w tym roku, ale czas nie pozwolił zapomnieć o tym wyjątkowym pianiście. Był znany wszystkim wielkim autorom życia artystycznego, nie tylko muzykom, choć żył za swoim zręcznie utkanym parawanem chroniącym prywatność.

W paryskim „Diapason” napisano, że jeśliby trzeba by zachować tylko jedno nagranie Richtera, byłoby to bez wątpienia nagranie II Koncertu fortepianowego c-moll op. 18 Rachmaninowa. Wyjątkowy utwór, jesienny klimat, niewyobrażalne środki kunsztu pianistycznego, wstydliwy romantyk, romantyk władający wszystkim, co może wydobyć z instrumentu klawiszowego jego ukryte piękno. Potrafił odważnie i skutecznie zmierzyć się z muzyką Rachmaninowa, który sam był nie tylko genialnym kompozytorem, lecz także równie genialnym odtwórcą tego koncertu. Intensywność nastrojów, szlachetna melancholia, która nie zawsze pojawiała się w latach późniejszych. Pewnie z upływem czasu ustąpiła miejsca innym walorom pianistycznym, które każą chylić czoła przed jego wielkością i nieodgadnioną do końca naturą. Nadzwyczajna współpraca artystyczna z Orkiestrą Filharmonii Narodowej pod dyrekcją Stanisława Wisłockiego nadała temu nagraniu słowiański koloryt. Obok dzieła Rachmaninowa na płycie znalazł się również V Koncert fortepianowy op. 55 Prokofiewa wykonany pod dyrekcją Witolda Rowickiego. Dwóch polskich dyrygentów towarzyszących Richterowi na tej samej wyróżnionej płycie przeszło do historii światowej fonografii.

 

Światosław Richter urodzony w Żytomierzu, wychowany w Odessie nie otrzymał należytego wykształcenia muzycznego we wczesnym okresie życia, choć ojciec jego był znakomitym organistą w kościele ewangelickim. Zauroczony od wczesnych lat operą stał się już jako piętnastoletni młodzieniec akompaniatorem operowym. Namiętna miłość do opery przetrwała w nim do końca życia. A może właśnie to uczucie sprawiło, że w latach dojrzałych stworzył w życiu prywatnym i na estradzie duet z rosyjską sopranistką Niną Dorliak?

 

Pianista nie ukończył żadnej szkoły muzycznej, nim pojawił się u Heinricha Neuhausa. Już pierwsze spotkanie zaważyło na życiu młodzieńca, a profesor zrozumiał, że pojawił się w jego klasie geniusz, którego, jak twierdził, przez lata chyba niczego nie nauczył. Richter osiadł w Moskwie w 1937 roku, pomieszkiwał u różnych przyjaciół, znajomych, a nawet pod fortepianem w malutkim mieszkaniu Heinricha Neuhausa. Do końca życia zachował dla profesora wielką czułość, wdzięczność i uznanie – zupełnie inaczej niż Emil Gilels, którego późniejsza nielojalność była powodem definitywnego zerwania kontaktów pomiędzy pianistami.

 

Richter nie zawsze miał gdzie ćwiczyć, zdarzało się, że chodził do różnych znajomych, czasem zaglądał do Anny Trojanowskiej, gdzie grał na fortepianie Nikolaia Medtnera. Jednak utwory tego kompozytora nie znalazły się później w ogromnym repertuarze koncertowym pianisty. Dopiero współcześnie powoli wracają do łask: na niedawnym Konkursie im. Czajkowskiego pięknie wykonał II Sonatę fortepianową Medtnera fenomenalnie utalentowany młodziutki francuski pianista Lucas Debargues i zapowiedział nagranie wszystkich jego dzieł, co nie uszło uwagi Valery’ego Gergieva.

 

Od 1967 roku Richter zamieszkał już we własnym mieszkaniu w starej części Moskwy, z widokiem na urokliwe zaułki tego nieodgadnionego miasta. Odnalazłam wysoki, górujący nad ulicą bezbarwny, grubo ciosany budynek, równie bezbarwny dozorca, kontrolujący gości odwiedzających dostojnych lokatorów. Mieszkali tam między innymi minister kultury Furcewa, Dorliak i Richter, wszyscy na jednym piętrze. To już wystarczyło, żeby być czujnym. Obok domu wytworna i słynna z wybornej włoskiej kuchni restauracja Palazzo Ducale, gdzie zajeżdżały czarne limuzyny z uprzywilejowaną klientelą, nieco dalej Agencja Tass i piękny, romantyczny, ukochany przez Rosjan pomnik Puszkina z żoną. Nieopodal domu tonęła w soczystej zieleni ogromna synagoga, widoczna tylko z mieszkania Richtera. Za nią rozciągała się panorama starej Moskwy.

 

Mieszkanie na ostatnim, szesnastym piętrze było podzielone na dwie części. Richter mieszkał tam z żoną, ale żył jakby oddzielony grubą ścianą, która gwarantowała obojgu swobodę i niezależność tak istotną w życiu tego artysty. Mebli mało. Ascetycznie urządzone wnętrze dekorowały jedynie cenne lub nawet bezcenne dary od wielbicieli talentu Richtera, jak również owoce jego zamiłowania do piękna. Były więc efektowne kandelabry od mera Florencji, dwie kunsztowne lampy, duże wazy Gallé, ceramika Picassa, litografia Koloseum Piranesiego oraz lustra barokowe. Kto się w nich przeglądał?

 

Dwa fortepiany Steinwaya królowały w mieszkaniu artysty – jeden mały, gabinetowy, drugi średniej wielkości – podarek z Ameryki, na którym spoczywał odlew ręki Neuhausa. U żony zaś stał fortepian marki Becker. Wszystkie taborety przy instrumentach były z regulowaną wysokością i oparciem. Zdjęcia z profesorem Neuhausem zdobiły gabinet, umieszczone w taki sposób, by nigdy ich nie ominąć. Sądziłam, że instrumenty mistrza będą najwyższej jakości, koncertowe, tymczasem Richter wolał być przygotowany na nieoczekiwane przykre niespodzianki na koncertach – powiadał, że łatwiej się przestawić na doskonały instrument niż odwrotnie.

Całość artykułu można przeczytać w papierowym wydaniu magazynu „Muzyka w Mieście". Miesięcznik jest dostępny w salonach Empik.