Wydanie: MWM 11/2017

Wrocławianie na Zanzibarze

Article_more
Przekroczyła setkę, gdy w 2013 roku po raz wtóry przyjechała do Wrocławia na Brave Festival. Bi Kidude była najstarszą śpiewaczką świata i muzyczną legendą z Zanzibaru, niepowtarzalną wykonawczynią tradycyjnego stylu taarab. Teraz śladami „Babuni”, bo to znaczy w suahili pseudonim artystyczny zmarłej w 2013 roku artystki, wyruszyli wrocławianie, by zaszczepić młodym ludziom na Zanzibarze miłość do ich tradycyjnej muzyki.

Adrian Podgórny, jeszcze w zeszłym roku producent wykonawczy Brave Festival, od maja jest dyrektorem szkoły muzycznej Dhow Countries Music Academy na wyspie. Od listopada w szkole będzie też uczył młody wrocławski jazzman Piotr Damasiewicz, świetny trębacz i kompozytor. Przez trzy miesiące podejmie się także zastępstwa na stanowisku dyrektora artystycznego za Mohammeda Issę Hajiego Matonę, który wyrusza w podróż artystyczną. Nie można też zapomnieć o wrocławskich korzeniach dyrektora naukowego szkoły, profesora Mitchela Strumpfa, którego rodzice wyemigrowali przed wojną z Breslau do Nowego Jorku.

 

Pozarządowa szkoła muzyczna w Stone Town założona została w 2002 roku. Promuje i ocala od zapomnienia muzyczne tradycje na afrykańskiej wyspie oraz kształci zawodowych muzyków. Cykl nauczania trwa pięć lat. Po trzech latach studenci otrzymują odpowiednik naszego licencjatu, po pięciu – certyfikat ukończenia wyższej uczelni. Szkoła prowadzi także kursy gry na instrumentach dla każdego chętnego.

 

Do chwili powstania Dhow Countries Academy na Zanzibarze nie uczono muzyki w szkołach. „Teraz w Dhow Countries uczy się osiemdziesięciu studentów – mówi Adrian Podgórny. – W zeszłym roku ukończyło uczelnię dwadzieścia osób. Najstarszy słuchacz ma ponad trzydzieści lat, najmłodsi – zaledwie piętnaście. Prowadzimy też coś w rodzaju przedszkola muzycznego, w którym uczymy dzieci podstaw rytmiki, tańca i gry na instrumentach”.  

 

Matka taarabu i legendarna pieśniarka

Obecnie jedyną na Zanzibarze uczelnię muzyczną wspiera rząd szwajcarski. Współzałożycielką tej niezwykłej instytucji na Oceanie Indyjskim jest Hilde Kiel, Amerykanka, wychowana w Tanzanii. Od początku przy realizacji tego odważnego projektu edukacyjnego pomagał też Matona, który, jak wspomina Kiel, próbował wówczas swoich sił jako muzyk w hotelach. Muzyka tradycyjna nie była przed dwoma dekadami nazbyt popularna na Zanzibarze, choć jego mieszkańcy dumni byli z Siti Binti Saad, matki taarabu, najważniejszego stylu muzycznego na wyspie, i z popularnej na świecie Bi Kidude, która dojrzewała pod okiem Siti. W latach dziewięćdziesiątych na Zanzibarze było jednak zaledwie kilku muzyków tradycyjnych i dopiero powstanie szkoły, a także rozwój turystyki, sprawiły, że kondycja muzycznej tradycji na wyspie zaczęła się odbudowywać.

 

Dhow Countries Music Academy postawała dosłownie od zera. Amerykanka wspomina, że najpierw uczyli dzieci w szkołach o muzyce afrykańskiej. Potem znaleźli budynek, dostali sześć trąbek z Europy – na Zanzibarze nie ma żadnego sklepu muzycznego! I zaczęli szkolić pierwszych nauczycieli, pośród których byli najlepsi muzycy na Zanzibarze. W przeszłości wyspa poddawana była wpływom różnych kultur, od bardzo silnej arabskiej i islamskiej po zachodnią: portugalską oraz przyniesioną przez niemiecki i brytyjski kolonializm. Nazwa szkoły pochodzi, jak tłumaczyła mi Hilde Kiel, od nazwy tradycyjnych łodzi handlowych dhow, które kursowały między Afryką a Indiami, a nawet dalej, bo aż do Indonezji i Chin. Dzięki owym handlowym wymianom morskim Zanzibar stał się dużym portem i miejscem krzyżowania się różnych kultur. Dwie najważniejsze tutaj tradycje muzyczne to taarab i kidumbak, uprawiane przez grupę ludów połączonych wspólnym językiem suahili. 

Całość artykułu można przeczytać w papierowym wydaniu magazynu „Muzyka w Mieście". Miesięcznik jest dostępny w salonach Empik.