Wydanie: MWM 11/2017

W Moritzburgu

Article_more
Gęsi zagłuszyły Beethovena. Zdarzyło się to w letni, ciepły wieczór w magicznym, oddalonym o kilkanaście kilometrów od centrum Drezna miejscu, jakim jest zamek myśliwski w Moritzburgu. Od dwudziestu pięciu lat odbywa się w nim festiwal muzyki kameralnej założony przez wiolonczelistę Jana Voglera, który odnalazł tu prawdziwą oazę dla kameralnego muzykowania. Od ćwierćwiecza udaje mu się zapraszać znakomitych solistów, którzy przez kilka, czasem kilkanaście letnich dni z zapałem poświęcają się graniu w małych, tworzonych ad hoc zespołach, tak jak pianistka Lise de la Salle, wiolonczelista Christian-Pierre La Marca i związany na co dzień z Filharmonią Berlińską klarnecista Wenzel Fuchs.

To oni błyskotliwie dialogowali w rzadko wykonywanym triu „Gassenhauer” Ludwiga van Beethovena, dzielnie nie poddając się niesfornym gęsiom. Koncert odbywał się w wielkiej sali biesiadnej zamku, której ściany gęsto pokryte są myśliwskimi trofeami. Potężne poroża osadzone na rzeźbionych w drewnie głowach jeleni układają się w mozaikowy wzór. Ukryta w ich oczach martwa melancholia łatwo może udzielić się gościom.

 

Jak mówi Vogler, na festiwalu rzadko spotyka się przybyszów z nieodległej Polski, których samo miejsce powinno szczególnie interesować. Moritzburg, myśliwski zamek Wettynów, jest jednym ze świadków wspólnej historii Polski i Saksonii. Jej ślady można odnaleźć nie tylko w zdobiących komnaty portretach kochanek króla Augusta II Mocnego, hrabiny Cosel i Urszuli Lubomirskiej. Wspólna historia w obu krajach pamiętana jest jednak zupełnie inaczej. Polak w Moritzburgu dostrzeże to natychmiast. Niejedno z pewnością go zdziwi, także w opowieści przewodniczki, która – wchodząc do zamkowej kaplicy – ogłasza:

 

„Warszawa była warta mszy.” 

Całość artykułu można przeczytać w papierowym wydaniu magazynu „Muzyka w Mieście". Miesięcznik jest dostępny w salonach Empik.