Wydanie: MWM 11/2017

Po godzinach

Mariusz Patyra
Article_more
Stare i wyświechtane (ale jakże prawdziwe!) powiedzenie mówi, że nie należy dzielić muzyki na klasyczną i rozrywkową, a jedynie na dobrą i złą. Prawdziwości tych słów dowodzimy sami – mało kto przecież ogranicza się do słuchania tylko jednego rodzaju muzyki, również artyści ze świata „akademickiego”. Jaką muzyką rozrywkową inspirują się w swojej pracy? Czego słuchają po godzinach? Będziemy ich o to pytać co miesiąc. Mamy nadzieję stworzyć przewodnik po wartościowej muzyce rockowej, popowej, jazzowej, folkowej...

Zacząłem interesować się muzyką popularną w niezapomnianych latach osiemdziesiątych, kiedy chodziłem do szkoły podstawowej i muzycznej. Dziś, będąc wykonawcą klasycznym, najchętniej odpoczywam właśnie przy twórczości rozrywkowej. Moja tolerancja na różnorodną muzykę jest jednak tak ogromna (i zaskakująca), że trudno mi opisać moją kompletną playlistę. Wśród moich wspomnień z dzieciństwa i czasów edukacji pojawiają się polscy wykonawcy, między innymi Kombi, Papa Dance, Krzysztof Antkowiak, Krzysztof Krawczyk, Maryla Rodowicz, Anna Jantar, Czerwone Gitary, Seweryn Krajewski, Perfect, Ryszard Rynkowski, Ewa Demarczyk, Hanna Banaszak, Edyta Górniak, Mietek Szcześniak, Kayah, no i oczywiście Czesław Niemen oraz Zbigniew Wodecki. Z grona artystów zagranicznych moje serce zdobyli między innymi Dire Straits, The Police, Phil Collins, Quincy Jones, George Michael, Stevie Wonder, Whitney Houston, Sade, Natalie Cole, Celine Dion, Mariah Carey, Barbara Streisand, Edith Piaf, Diana Krall, Aerosmith, Prince i wielu, wielu innych... Osobnym kręgiem, którego słuchałem, były urocze i niepowtarzalne piosenkarki lat osiemdziesiątych (Sabrina Salerno, Sandra, Madonna). Pod koniec lat dziewięćdziesiątych przełomem było dla mnie zetknięcie się z muzyką latynoamerykańską, która od razu mnie zafascynowała.

 

Mariusz Patyra – skrzypek, absolwent Akademii Muzycznej w Warszawie (dziś UMFC) i Hochschule für Musik und Theater w Hanowerze. Laureat licznych nagród, w tym pierwszy Polak będący zwycięzcą prestiżowego Międzynarodowego Konkursu skrzypcowego im. N. Paganiniego w Genui (2011). Koncertuje w kraju, a także USA, Meksyku i Japonii, występując z cieszącymi się międzynarodowym uznaniem orkiestrami. W swoim dorobku ma liczne nagrania dla rozgłośni radiowych w Polsce, Włoszech, Niemczech i Francji, a także cztery albumy z arcydziełami muzyki skrzypcowej. 

Szczególne miejsce w mojej płytotece, którą zacząłem tworzyć jako dwudziestolatek, zajmuje Michael Jackson i jego fantastyczne albumy Bad, Thriller i Quincy Jones with love. Tak samo jak w muzyce klasycznej jest jeden Bóg, czyli Mozart, w muzyce pop pozostaje nim dla mnie Michael Jackson. Innym wyjątkowym artystą jest Pat Metheny, którego odkryłem dzięki mojej żonie. Metheny okazuje się dla mnie kolejnym bogiem, ale improwizacji. Jego muzyka jest absolutna i nie ma granic. Jego koncert, na który wybrałem się trzy lata temu, był jednym z najbardziej wyjątkowych wydarzeń, w jakich uczestniczyłem. Pamiętam, że nie mogliśmy z żoną otrząsnąć się z wrażenia przez niemal dwa tygodnie.

 

Jestem bardzo przywiązany do całej mojej kolekcji, na której słuchanie nie zawsze mam czas, więc nie poszukuję nowych wykonawców. Co więcej, w ostatnich latach odczuwam tęsknotę do czasów, w których każdy artysta był jedyny w swoim rodzaju. Teraz rynek muzyczny jest nastawiony na produkcję masową. Nie ma to sensu – dowodem jest ostatni Konkurs Piosenki Eurowizji 2017. Wygrał go spokojny chłopak z Portugalii i jego piosenka – piękna, bo prosta, z tekstem równie pięknym, bo oczywistym. Czysta, szczera interpretacja błyskawicznie zjednała sobie całe rzesze odbiorców. Nie trzeba nawet tłumaczyć dlaczego.