Wydanie: MWM 12/2017

Po godzinach

Jan Krzeszowiec
Article_more
Stare powiedzenie mówi, że nie należy dzielić muzyki na klasyczną i rozrywkową, a jedynie na dobrą i złą. Prawdziwości tych słów dowodzimy sami – mało kto przecież ogranicza się do słuchania tylko jednego rodzaju muzyki. A jak jest z muzykami ze świata „akademickiego”? Jaką muzyką rozrywkową inspirują się w swojej pracy? Czego słuchają w wolnych chwilach? Pytamy ich o to co miesiąc.

Uwielbiam ciszę! Paradoksalnie, gdy tylko mam możliwość, to słucham muzyki. Chyba po prostu jestem od niej uzależniony. Podejrzewam, że jest tak z dwóch powodów. Pierwszy to moja praca, w której jestem cały czas otoczony przez dźwięki. Drugi to moi rodzice, dzięki którym od najmłodszych lat obcowałem z muzyką. Mama jako skrzypaczka Filharmonii Śląskiej zasiewała miłość do muzyki klasycznej. Ojciec, pianista jazzowy, zapoznał mnie z ikonami tego gatunku. Ważnym ogniwem tej układanki jest również mój starszy brat Szymon. Dzieliłem z nim pokój, przez co często nie mogłem zasnąć, ponieważ do późna słuchał radia. Jednak dzięki temu w moim życiu pojawili się między innymi Madonna czy George Michael. Pamiętam, że brat miał nawet oryginalne kasety z ich piosenkami. Ja zaś miałem jedną kasetę, na której nagrywałem z radia Fasolki czy pierwsze hity Natalii Kukulskiej. Miałem dziesięć lat, kiedy dostałem swoje pierwsze dwie płyty kompaktowe, w tym singiel Do the Bartman Barta Simpsona. Prawdziwym wydarzeniem było dla mnie pojawienie się w domu płyty Dangerous Michaela Jacksona. Myślę, że od tego dnia zacząłem być świadomy, jaka muzyka mi się podoba i czego chcę słuchać. 

 

Jan Krzeszowiec – flecista, członek LutosAir Quintet i solista NFM Filharmonii Wrocławskiej. Absolwent Akademii Muzycznej we Wrocławiu wyróżniony tytułem Primus Inter Pares. Obecnie pracuje również jako wykładowca w macierzystej uczelni. Jest laureatem licznych konkursów fletowych, między innymi w Krakowie, Warszawie, Bukareszcie i Citta da Versa. Najbliższy koncert LutosAir Quintet w Narodowym Forum Muzyki odbędzie się 7 grudnia o godz. 19:00. 

Kolejnym albumem z serii „naj” był trochę ostrzejszy Are You Gonna Go My Way Lenny’ego Kravitza, chwilę później Us3 Hand On the Torch. W 1996 roku po raz pierwszy kupiłem płytę Travelling Without Moving mojego ukochanego zespołu Jamiroquai. Duma mnie rozpierała! Miłe wspomnienia wiążę również z albumami Maxwella Maxwell’s Urban Hang Suit czy Embrya. Podczas studiów pojawiło się więcej muzyki elektronicznej. Pamiętam hity Artful Dodger Movin’ Too Fast czy Re-Rewind. Świetnym albumem był Tourist St Germain. Szczególne miejsce w moim sercu ma Erykah Badu czy wspaniali Stevie Wonder i Prince. Polecam pianistów Roberta Glaspera i Chilli Gonzalesa, z którym miałem okazję występować, wykonując utwory z płyty Solo Piano. Muszę wspomnieć również o zespołach Little Dragon, Hiatus Kaiyote czy Snarky Puppy – ten ostatni niedawno zagrał świetny koncert w NFM. Cieszę się, że coraz ciekawszą muzykę proponują młodzi: wyjątkowy Meek, Oh Why? czy intrygująca Bitamina. Generalnie mało słuchałem muzyki polskiej. Zmieniło się to, gdy na rynku muzycznym zaczęła szaleć Kayah, a potem Kuba Badach z Polucjantami, których byłem wiernym fanem. Cieszę się, że mimo mojego ścisłego powiązania z muzyką klasyczną zostałem zaproszony do udziału w nagraniach albumów rozrywkowych, między innymi Listów do Julii Katarzyny Groniec, Kosmostumostów L.U.C., Drugie Pół Zakopower. Występowałem również w Eklektik Session. Przedsięwzięcia te to pewnego rodzaju odskocznia od codziennych muzycznych obowiązków, dająca inne, choć równie intensywne, poczucie radości z gry i współpracy z muzykami.