Wydanie: MWM 12/2017

Czytać, słuchać, notować

Article_more
„Często pytano mnie, od kilku już lat, dlaczego nie napiszę swoich pamiętników. Przez długi czas wahałem się, czy to uczynić. Wciąż wydawało mi się rzeczą zarozumiale bezużyteczną ze strony artysty spisywać historię życia, którego jakaś część należy – by tak się wyrazić – do publiczności, która w konsekwencji nie odczuwa potrzeby, by jej tę historię opowiadać. Pozostała część tej historii nie ma zaś szansy stanowić przedmiotu zainteresowania owej publiczności. Zadałem sobie pytanie, dlaczego ja, na przykład, nie mając najmniejszych pretensji do talentu pisarskiego, miałbym nużyć czytelnika wyliczaniem swych gestów i dokonań.”

Tymi słowy zaczyna swe wspomnienia zatytułowane Souvenirs d’un chanteur, wydane w Paryżu w 1880 roku, wielki francuski tenor Gilbert-Louis Duprez. Na jego wątpliwości można odpowiedzieć bardzo łatwo – nawet pozornie banalne wspomnienia człowieka, który obcował z największymi twórcami i wykonawcami swojej epoki, stają się z czasem cennym dokumentem. W przypadku zapisków Dupreza dokument to tym cenniejszy, że w swej szczerości z niemal fotograficzną dokładnością oddaje on emocje, którymi żył świat opery w XIX wieku.

 

Po lekturę niewielkiej książeczki Dupreza sięgam po wysłuchaniu wspaniałego albumu amerykańskiego tenora Michaela Spyresa, zatytułowanego Espoir, wydanego przez oficynę Opera Rara. Płyta ta jest hołdem dla Dupreza. „Czuję specjalną więź z tym niemalże mitycznym wykonawcą, który tak jak ja wędrował po szerokim świecie w nadziei, że odnajdzie nową technikę” – pisze Spyres. Amerykanin rozpoczął swoją karierę jako baryton, jednak w pewnym momencie postanowił zacząć wszystko od nowa. Został tenorem, który może z wielkim powodzeniem zmierzyć się z owianymi legendą partiami Dupreza, w tym rolą Arnolda w Wilhelmie Tellu Gioacchina Rossiniego, zaśpiewaną przez niego w 1837 roku. Uważa się, że była to chwila, w której – jak ujmuje to angielska muzykolożka Rosie Ward – „z mocnych górnych c śpiewanych przez Dupreza z klatki piersiowej narodził się współczesny głos tenorowy”. 

Choć niewątpliwie najważniejszym dla kariery Dupreza kompozytorem był Gaetano Donizetti, który napisał dla niego kilka ról, między innymi partię Edgara w Łucji z Lamermooru, niezwykle ujmujące jest to, w jaki sposób francuski tenor wspomina Gioacchina Rossiniego. Jego muzykę uwielbiał od dziecka. Muzykę, dodajmy, która w Paryżu była w owym czasie – w drugiej dekadzie XIX wieku – uważana przez wielu za nazbyt postępową. Tak właśnie myślał o niej nauczyciel Dupreza, Monsieur Choron. „Choć doskonale – pisze Duprez – rozumiał on konieczność wspierania młodych kompozytorów i propagowania nowych dzieł, uprawiany przez niego kult dawnych mistrzów czynił go jednak częstokroć niesprawiedliwym wobec jemu współczesnych. Często dyskutowaliśmy o srodze krytykowanym twórcy Cyrulika do dnia, w którym Choron musiał skonfrontować się z dowodami. Mój towarzysz Scudo i ja postanowiliśmy nauczyć się potajemnie pięknego duetu z Mojżesza »Parlar, spiegar non posso«. Zaśpiewaliśmy naszemu mistrzowi ten fragment, nie mówiąc, co to jest. Choron nie znał Mojżesza. Zaskoczony, nie umiał powstrzymać swego entuzjazmu, słysząc tę tak piękną  i pełną czułości muzykę. »Nie wiem, czyje to – krzyknął – ale jest to wściekle piękne!«. Powiedzieliśmy, iż to dzieło Rossiniego. Nie miał do nas żalu o tę małą mistyfikację, choć miał się później bardzo na baczności”.

 

Czytanie Dupreza, podobnie jak słuchanie Spyresa, budzi umysł, zachęca do dzielenia się myślami. I nawet jeśliby zniknąć miały przestrzenie, w których można się owymi myślami dzielić, myśli pozostaną, tak jak pamięć o wysokich c Gilberta-Louisa Dupreza. Trzeba je tylko – nawet na przekór własnej niechęci – zapisywać.