Wydanie: MWM 01/2018

Drogi Lenny...

Article_more
„Największym darem, jaki Bóg mógł dać człowiekowi, jest zdolność mówienia i komunikowania. Znaczną częścią komunikacji jest muzyka” – to słowa Leonarda Bernsteina, który sam był owej komunikacji niezrównanym mistrzem. W roku stulecia jego urodzin wiele będzie się mówić o roli, jaką odegrał w historii muzyki. Do istotnych wypowiedzi na temat Bernsteina należą bez wątpienia słowa biografa artysty, Humphreya Burtona, będące reakcją na publikację części prywatnej korespondencji kompozytora, która ukazała się nakładem Yale University Press w 2013 roku.

„Jako oficjalny biograf Bernsteina chciałbym powiedzieć jedynie to, że teraz mam ochotę zacząć pisać jego biografię na nowo. […] Jakie to szczęście, że Lenny dorastał w latach trzydziestych, pół wieku przed wynalezieniem faksu i poczty elektronicznej; w owym czasie nawet telefon był niemożliwie drogi, tymczasem poczta była solidna i młody Leonard Bernstein nabrał zwyczaju pisania o wszystkim, co leży mu na sercu: spotykamy go mieszkającego w Bostonie jako nastolatka, który ekscytuje się dopiero co poznanymi Bolerem Ravela i Błękitną rapsodią Gershwina. Dalej czytamy o pierwszej współpracy z Jerome’em Robbinsem w latach 1943–1944, następnie trafiamy na korespondencję z Arthurem Millerem, Johnem Cage’em, Harpo Marxem czy Deanem Walterem Husseyem, który zamówił Chichester Psalms. […] Szczególnie ciekawe są listy do Aarona Coplanda i psychiatry Bernsteina, tajemniczej Frau.”

 

 

Z KORESPONDENCJI LEONARDA BERNSTEINA I JEGO BLISKICH

 

26 czerwca 1933 roku

Leonard Bernstein do Sida Ramina

 

Drogi Sidzie,

nie mogłem napisać do ciebie na gazecie (a to był jedyny papier, jaki miałem w domu). Dopiero kilka dni temu kupiłem papeterię. Mam ci tyle do powiedzenia, że – do diabła – nie wiem, od czego zacząć. […]

Kupiłem Bolero!!!

I co? Nie wiedziałem, że to aranżacja na jeden fortepian, zobaczyłem ją w witrynie sklepu Homeyera. Oczywiście tata dał mi osiemdziesiąt centów, jako że też pała entuzjazmem do tego utworu. Mama mówi, że staram się teraz wybolerować jej głowę. A ja jestem w siódmym niebie! […] Nie mogę się oderwać. Oczywiście [na fortepianie] nie wychodzi tak jak wówczas, gdy gra orkiestra, ale i tak jest cudowne. I to zakończenie! Mów mi o kakofonii! Bum! Kraksa! Dysonans! Brrrr-rr!! (w dół skali). Ulżyło mi, gdy to wszystko napisałem. Musisz to usłyszeć jak najszybciej. Niestety mój fortepian jest nędzny, jeden dźwięk się nie odzywa – ale mimo wszystko fortepian ten spełnia jednak swoją funkcję. […]

Napisz do mnie – natychmiast – proszę, nie zapomnij. Nie mogę się doczekać spotkania z Tobą i wieści od Ciebie. Odpowiedz wkrótce – tymczasem

Lenny

Czeka [na odpowiedź].

P.S. Zaczynam uczyć mamę jazzu! Ha! Ha!

P.P.S. Wróciłem do domu o trzeciej nad ranem.

P.P.P.S. Napisz wkrótce. Z poważaniem, L.B.

 

Pisząc ten list, Bernstein miał piętnaście lat, adresował go do swego przyjaciela i rówieśnika. Prawykonanie Bolera Maurice’a Ravela odbyło się 22 listopada 1928 roku.

 

*****

 

Koniec 1941 lub początek 1942 roku

Leonard Bernstein do Aarona Coplanda

 

Aaron, Liebchen,

nie przyjechałbyś w ten piątek i sobotę do Bostonu na wykonanie Quiet City, utworu, który niesie swój cichy przekaz wszystkim kochającym sercom w Bostonie? W programie też III Symfonia Harrisa. Wiem, że już to słyszałeś, ale jakiż to świetny pretekst! Jesteś zbyt zajęty? Nie.

Nie sądziłem, że można tęsknić za kimś tak bardzo jak ja za Tobą. A jeśli przyjedziesz – proszę przyjedź – nie mógłbyś wziąć ze sobą egzemplarza swojej sonaty z Buenos Aires? Moje studio spragnione jest Twojego błogosławieństwa.

Z miłością,

Lenny

 

 

Przed 21 kwietnia 1942 roku

Aaronchen, Liebchen,

 

[…]

Tak wspaniale byłoby cię zobaczyć. Mój Boże, właśnie tak! Byłby to nasz pierwszy piękny dzień wiosenny. Spacerowalibyśmy po wszystkich parkach Bostonu i długo rozmawiali, rozmawiali cicho, mówiąc prosto z serca. Nie mógłbyś jednak przyjechać? Wiesz przecież, że musimy popracować nad tą młodzieżową operą Coplanda. Nad mistrzowską interpretacją. Niech to szlag, jak ja za tobą tęsknię.

Voici le printemps, et moi sans amour. [Nadeszła wiosna, a ja bez miłości]

[...]

Wiele miłości i niech to diabli,

Lenny

 

*****

 

Cechą szczególną drogi twórczej Bernsteina było to, że od początku w naturalny sposób przekraczał granicę pomiędzy światem muzyki poważnej (w europejskim rozumieniu tego terminu) a światem musicalu i rozrywki. Wśród bliskich mu osób z tego drugiego świata był Adolph Green, rozchwytywany autor tekstów, współpracownik Bernsteina, jeden z twórców libretta do jego musicalu On the Town, którego premiera odbyła się na Broadwayu w roku 1944.

 

Wrzesień 1943 roku, Hollywood

Adolph Green do Leonarda Bernsteina

 

Kochanieńki Leonardzie,

[...]

W ostatnią niedzielę Tuttle zabrał nas na wizytę u Charliego Chaplina. Jakież rozczarowanie! Charlie jest teraz mężczyzną mocno przy kości, starzejącym się, a upiera się, żeby cały czas być duszą towarzystwa. Kręcił się jak oszalały całe popołudnie, wygłupiał się, robił miny, odtwarzał na gramofonie płyty z tradycyjną muzyką balijską i hinduską, i tańczył do niej jak szalony. Wiem, brzmi to wszystko urokliwie i gdybyś był tam z nami, pewnie byśmy się sporo pośmiali – jednak jakoś Charlie jest teraz bardziej przerażający niż zabawny, pewnie przede wszystkim dlatego, że więcej w nim desperacji niż radości życia. Nie było w tym niczego uroczego i myślałem wciąż: „Cóż sobie ten afektowany pan o tłustym karku wyobraża, naśladując dla nas Charliego Chaplina?”

[…]

Z miłością,

Adolph

 

*****

 

4 kwietnia 1957 roku

Aldous Huxley do Leonarda Bernsteina

 

Szanowny Panie Bernstein,

jako człowiek bardzo zajęty i prowadzący obszerną korespondencję doskonale potrafię zrozumieć irytację, którą wzbudzić może jeszcze jeden list od osoby zupełnie Panu nieznanej. Jednak, ryzykując, że się Panu będę naprzykrzać, piszę, by zapytać, czy byłby Pan w ogóle zainteresowany przeczytaniem wersji dramatycznej mojej powieści Nowy wspaniały świat, którą niedawno przygotowałem z myślą o wykorzystaniu jej w utworze muzycznym. (Wyobrażam sobie raczej sztukę z muzyką i tańcem, a nie konwencjonalny musical.) Ta historia wymaga bardzo pomysłowego kompozytora, który potrafi stworzyć bogate spektrum brzmień, od prymitywnych tańców Indian z rezerwatu po muzykę wyimaginowanej przyszłości. Oczywiście pomyślałem o Panu […].

Z poważaniem,

Aldous Huxley

 

Huxley wcześniej proponował ten sam pomysł Strawińskiemu, ten go odrzucił, podobnie jak Bernstein. 

*****

 

W 1957 roku gorączkowe przygotowania do premiery musicalu West Side Story w całości wypełniały czas Leonarda Bernsteina. Przed pierwszymi spektaklami na Broadwayu West Side Story pokazane zostało na próbę w Waszyngtonie, o czym pisał żonie Leonarda Felicii jego brat, Burton.


sierpień 1957 roku

Burton Bernstein do Felicii Bernstein

 

[…] West Side Story będzie wielkim przebojem i spełni nasze największe oczekiwania. Steve powiedział wręcz, że „utwór jest tak dobry, iż spodoba się nawet Felicii”. Widziałem próbę graną przed publicznością składającą się z ludzi teatru, więc nie należy uznawać ich reakcji za miarodajną – mimo wszystko było to bardzo ekscytujące wydarzenie. […] ten spektakl jest w istocie potężnym baletem (trochę się miejscami powtarza), w zasadzie postaciami nie kieruje reżyseria, lecz choreografia. Trochę za dużo tego dobrego, jeśli wiesz, co mam na myśli (wiesz co mam na myśli?). Tyle jest tego rozbaletowania na scenie, że muzyka zostaje zepchnięta na drugi plan czysto fizyczną siłą rąk, nóg i torsów. W sumie jednak […] przedstawienie wygląda na znakomite, na pewny sukces. Mam nadzieję, że gdy zobaczę to w przyszłym tygodniu w Waszyngtonie z dekoracjami i kostiumami, Jerry będzie już całkowicie przekonany, że musi być tyle baletu dla dobra całego spektaklu. A może jestem naiwny?

[…]

 

*****

 

17 października 1963 roku

John Cage do Leonarda Bernsteina

 

Drogi Lenny,

jestem bardzo wdzięczny, że zdecydowałeś się zaprezentować swej publiczności utwory moje, Mortona Feldmana i Earla Browna. Podziwiamy Twoją odwagę uczynienia tego obecnie, gdy wiele osób wciąż zdradza jawną wrogość wobec naszej muzyki. Chciałbym Cię jednak prosić, byś ponownie przemyślał swój plan improwizowanego dyrygowania orkiestrą. Improwizacja nie jest powiązana z tym, co wszyscy trzej robimy w swoich utworach. Daje ona swobodę działania smakowi i pamięci – i jest to właśnie to, czego – na różne sposoby – nie czynimy w naszej muzyce. Jako że wedle mojej wiedzy nie jesteś w swojej pracy oddany improwizacji, mogę sobie jedynie wyobrazić, że ów plan improwizowania jest komentarzem na temat naszych dzieł. Nasza muzyka wciąż w niewielkim stopniu rozumiana jest przez Twoją publiczność, która – w znacznej większości – naszą muzykę usłyszy po raz pierwszy. Najlepiej by było, gdyby mogła jej słuchać bez uprzedzeń. Byłem pełen podziwu dla Aarona, kiedy prezentował moje dzieła w Tanglewood. Wcześniej poinformował publiczność, że nie podziela moich poglądów, uważa jednak, że moja muzyka – jako że jest pisana na serio i znalazła zwolenników pośród kompozytorów, wykonawców i słuchaczy na całym świecie – ma prawo być wysłuchana z uwagą. Zupełnie inne uczucia żywię względem Smallensa, który – jak słyszę – po zadyrygowaniu [amerykańskim] prawykonaniem utworu Weberna na zamówienie Ligii [Kompozytorów] odwrócił się do publiczności i dołączył do niej w szyderczym śmiechu.

Z pewnością musi być jakiś mniej prowokacyjny sposób zakończenia koncertu, który nie pozostawi żadnych wątpliwości, iż kieruje Tobą odwaga podzielenia się z publicznością muzyką, którą dla niej wybrałeś.

Z najlepszymi życzeniami i przyjacielskimi pozdrowieniami,

John Cage

 

*****

 

październik 1963 roku

Leonard Bersntein do Johna Cage’a

 

Drogi Johnie,

Twój list wprawił mnie w zdumienie. Co, na przykład, każe ci sądzić, że nasze improwizacje orkiestrowe miałyby być w jakimkolwiek sensie „komentarzem” na temat dzieł Twoich i Twoich kolegów? Co każe ci sądzić, że wszystko w tej części programu musi być ograniczone do dziedziny Twojej pracy? […] Staramy się jak najwszechstronniej spojrzeć na świat aleatoryki i jest dla mnie jasne, że improwizacja jest zasadniczą częścią takiego spojrzenia. Jak wreszcie możesz przeczyć, że Twoja muzyka zawiera „swobodę działania smaku i pamięci”, kiedy piszesz na orkiestrę, która w danej chwili może grać lub może nie grać, a jeśli już gra, dajesz jej jedynie przybliżone informacje? […]

[bez podpisu]

 

*****

 

11 sierpnia 1970 roku

Leonard Bernstein do Ingmara Bergmana

 

Szanowny Ingmarze Bergmanie,

rozmawiałem właśnie w Anglii z moim serdecznym przyjacielem Humphreyem Burtonem, który powiedział mi, że mówiliście o możliwości naszej współpracy przy inscenizacji Tristana i Izoldy. Choć Humphrey wspomniał o Pańskich wątpliwościach, chciałbym powiedzieć, jak bardzo cieszyłbym się na możliwość wspólnej pracy, zwłaszcza przy przedsięwzięciu tak fascynującym i niełatwym jak Tristan. Myśl o Tristanie kiełkuje w mojej głowie od czasu, gdy Wieland Wagner zaproponował mi dyrygowanie w Bayreuth, jednak gdy pracowałem w Filharmonii Nowojorskiej nie było na to czasu. Teraz, kiedy jestem mniej zajęty i mam bardziej elastyczny grafik, powracam do Tristana jako jednego z najważniejszych przedsięwzięć, które chciałbym zrealizować w nieodległej przyszłości. Pomysł jest taki, by wystawić spektakl w Bayreuth w 1973 roku, później zaś nagrać go i sfilmować. Mam świadomość, że może Pan nie mieć ochoty na wystawianie opery w Bayreuth, nie potrafię jednak wyobrazić sobie nikogo na całej ziemi, kto byłby lepszym kandydatem do stworzenia nowej, świeżej i do głębi przeżytej wersji filmowej. Czy moglibyśmy o tym porozmawiać? […] Jestem Pana wiernym wielbicielem i bardzo chciałbym z Panem pracować.

Z przyjaźnią,

Leonard Bernstein

 

*****

 

Gustav Mahler należał do ukochanych kompozytorów Bernsteina, zaś nagrania Mahlerowskich symfonii zrealizowane z Filharmonikami Wiedeńskimi uchodzą dziś za legendarne. Lektura korespondencji Bernsteina pokazuje jednak, że początki wiedeńskiej współpracy wcale nie były łatwe. Oto, co Bernstein pisał, pracując nad przygotowaniem wykonania V Symfonii.

 

14 kwietnia 1972 roku, Wiedeń, Hotel Sachera

Leonard Bernstein do Helen Coates, swojej nauczycielki fortepianu i asystentki

 

Droga H,

to krótka chwila wyrwana z koszmarnie napiętego harmonogramu, by przesłać serdeczności i informację, że z moim zdrowiem wszystko w porządku – choć nie z moim harmonogramem. Trochę tu było złego planowania (za wiele na raz), zaś Filharmonicy Wiedeńscy po prostu nie znają Mahlera. Wszystko trzeba zaczynać od zera. W ogóle nie mam ochoty w tych dniach dyrygować: wolałbym siedzieć w ciszy i komponować. Jakoś przez to przebrnę – a piękna muzyka rekompensuje te trudy. Słońce pojawia się właśnie po raz pierwszy, od kiedy tu przyjechałem.

Serdecznie,

Lenny

 

Korespondencja Bernsteina dostępna jest obecnie jedynie w skromnym wyborze. W nieodległej przyszłości prawdopodobnie ukazywać się będą kolejne tomy, które pozwolą bliżej poznać owego tytana muzyki XX wieku. Zapewne czeka nas jeszcze wiele niespodziewanych zachwytów i odkryć, a stulecie urodzin Leonarda Bernsteina jest dla nich doskonałą okazją.