Wydanie: MWM 01/2013

Musi się coś dziać

Wywiad z Bartłomiejem Niziołem
Article_more
Jeżeli musiałbym dzień w dzień grać w orkiestrze operowej, męczyłbym się. Codziennie robię coś innego – rano próba w operze, po południu próba kwartetu, następnego dnia jadę do Berna i uczę studentów. Kiedyś zajmowałem się trochę dyrygenturą, gdy mam wolny czas, ćwiczę własny repertuar, moim celem jest nagrywanie co roku przynajmniej jednej płyty.

Joanna Michalska: Nie pierwszy raz pojawia się pan w „Muzyce w Mieście”. Soyoung Yoon w listopadowym numerze mówiła o panu: „To, jak uczył, było bardzo inspirujące, to taki wspaniały muzyk!”. Czego uczył pan zwyciężczynię Konkursu Wieniawskiego?

Bartłomiej Nizioł: Soyoung zgłosiła się do mnie przed konkursem na stanowisko koncertmistrza w Bazylei, bo nigdy wcześniej nie grała w orkiestrze. Za granicą rekrutacja koncertmistrza przypomina międzynarodowy konkurs – przyjeżdża pięćdziesięciu skrzypków z całego świata, są trzy etapy: w pierwszym gra się koncert Mozarta, w drugim – koncert romantyczny, w trzecim – wszystkie ważne sola skrzypcowe, na przykład Szeherezadę Rimskiego-Korsakowa, Życie bohatera Straussa, naprawdę trudne utwory. Pracowaliśmy z Soyoung tylko kilka godzin, ale wygrała konkurs na koncertmistrza, niezmiernie się z tego cieszę.

 

Pan chyba bardzo lubi uczyć.

To prawda. Ale przede wszystkim cenię możliwość robienia różnych rzeczy. Jeżeli musiałbym dzień w dzień grać w orkiestrze operowej, męczyłbym się. Codziennie robię coś innego – rano próba w operze, po południu próba kwartetu, następnego dnia jadę do Berna i uczę studentów. Kiedyś zajmowałem się trochę dyrygenturą, gdy mam wolny czas, ćwiczę własny repertuar, moim celem jest nagrywanie co roku przynajmniej jednej płyty. Musi się coś dziać.

 

Wspomniana Soyoung powiedziała, że woli ćwiczyć dziesięć godzin, niż mieć lekcję z jednym studentem.

Yoon do ostatniej chwili była bardzo związana ze swoim pedagogiem – profesorem Zakharem Bronem, jednym z najwybitniejszych na świecie, ale ogromnie wymagającym i niepozostawiającym swobody studentom. Uczenie może jej się kojarzyć z tą starą rosyjską szkołą. Natomiast jako wykonawczyni ma taką osobowość artystyczną, że potrafi się obronić w każdej sytuacji.

 

A jaki jest pana sposób uczenia?

Staram się zbudować relację pomiędzy studentami a mną – ja im coś proponuję, ale nigdy nie próbuję zabijać ich osobowości.

 

Czy ktoś odrzucił pana propozycję?

Nie, choć bywa, że trochę trwa, zanim student zrozumie, o co mi chodzi. Chcę, żeby podczas gry używali przede wszystkim własnego umysłu i serca, a nie wykonywali polecenia profesora; nie kopiowali nauczyciela, ale mogli pokazać swoją osobowość.

Specjalny podwójny styczniowo-lutowy numer "Muzyki w Mieście" poświęcony Witoldowi Lutosławskiemu jest przez cały rok do nabycia w Filharmonii Wrocławskiej i w sprzedaży wysyłkowej.