Wydanie: MWM 02/2018

Daleko, w Ameryce

Article_more
W świecie muzyki współczesnej rozgorzała w ostatnich latach dyskusja o nieobecności muzyki tworzonej przez kobiety w programach koncertów i festiwali. Artyści i artystki, krytycy i krytyczki często zagadują o to kuratorów. To znak czasu, w którym także opór, który napotyka idea parytetów, jest ogromny. Tak duży, że zgromadzeni w Warszawie w ubiegłym roku dyrektorzy festiwali muzyki współczesnej nie byli w stanie uzgodnić jednolitego stanowiska w tej sprawie ze względu na sprzeciw niektórych polskich uczestników.

„Dyrektor artystyczny ma prawo do własnego wyboru” – to jeden z kontrargumentów. Tę kwestię tak kwituje amerykańska kompozytorka Du Yun, szefowa artystyczna nowojorskiego MATA Festival: „Powiedzmy, że są dwie rzeczy i wybierasz jedną z nich – możesz powiedzieć, że zadecydował o tym w pełni twój gust, prawda? OK, teraz załóżmy, że masz już sto rzeczy i nadal prezentujesz 98 takich samych; to znaczy, że twój gust jest problematyczny. Jako kurator nie odpowiadasz tylko przed samym sobą. Nie jesteś niezależnym artystą. Ponosisz społeczną odpowiedzialność”. To cytat z obszernego wywiadu z kompozytorką, który ukazał się w ubiegłym roku w internetowym VAN Magazine (van-magazine.com) z okazji przyznania Du Yun Nagrody Pulitzera.

 

Jej opera Angel’s Bone, poświęcona problemowi handlu ludźmi (autorem libretta jest Royce Vavrek), stała się autentyczną sensacją amerykańskiego rynku. Du Yun jest przedstawicielką wielokulturowego amerykańskiego społeczeństwa: córka robotników z Szanghaju, wykształcona muzycznie w rodzinnym mieście, w USA wspięła się na tyle wysoko, aby dyplom kompozytorski obronić na Harvardzie. W swoich utworach jest intrygująco eklektyczna; dość posłuchać fragmentów nagrodzonego dzieła, w którym operowy śpiew, utrzymany w obiegowym, posttonalnym języku muzycznym, splata się ze stylizacjami na renesansową polifonię i superekspresyjną alternatywną pieśnią na elektronicznym tle. Nie mniej ciekawa wydaje się jej muzyka orkiestrowa czy kameralna, a także różnorodne współprace artystyczne, w których Du Yun bez wahania przekracza granice gatunków. „Przekroczenie” zdaje się prowadzić ku różnorodności, o którą jej chodzi. 

Du Yun nie uważa, żeby programowanie fifty–fifty rozwiązywało problem. „Równość to nie statystyka – mówi. – Tak się traktuje uchodźców: daje im się jedzenie. Tymczasem żaden uchodźca nie chce być nazywany uchodźcą”. Nie wszystkie kobiety chcą, by ich muzyka była traktowana jako głos kobiet. Ważniejsze jest to, żeby dopuścić pluralizm, żeby słuchać. W podobnym tonie wypowiada się na portalu National Public Radio ubiegłoroczny laureat Nagrody Grawemeyera za utwór Play, Andrew Norman. Warto tu zauważyć, że „Pulitzer”, który w ostatnich latach niemal co drugi rok trafia w ręce kompozytorki (od 1943 roku otrzymało go siedem pań), jest nagrodą wielokrotnie niższą (15 000 USD) od „Grawemeyera” (100 000 USD). Norman podkreśla, że tę wyższą nagrodę dostały w całej jej trzydziestoletniej historii tylko trzy kobiety, i apeluje, by programujący sezony amerykańskich instytucji muzycznych lepiej rozglądali się wokół. „Myślę, że szczególnie teraz, w okresie napięć i konfliktów, orkiestry mają okazję powiedzieć coś mocnego i znaczącego o naszych czasach wszystkimi głosami naszych czasów” – mówi. Ulubiona forma muzyczna Andrew Normana to postęp od zatopienia w chaosie ku idei, która się z niego wyłania, a której elementy znajdujemy właśnie w owej początkowej wielości. 

 

„O wyborze muzyki prezentowanej na festiwalu albo w sezonie filharmonicznym powinna decydować po prostu jej jakość” – słyszymy tymczasem w Polsce. Chciałoby się westchnąć sarkastycznie: jakże słabe utwory muszą tworzyć kompozytorki, skoro tak często zamęczani jesteśmy kiepskimi utworami ich kolegów… Choć jesteśmy społeczeństwem dużo bardziej jednolitym od amerykańskiego, również u nas jedno- czy dwugłos nie wydaje się wyczerpywać listy możliwych światopoglądów. Doskonale słychać to w życiu społecznym. Kompozytor Mohammed Fairouz na cytowanym już wyżej portalu NPR podkreśla, że jeśli my, odpowiedzialni za nową muzykę, nie zmienimy postępowania na bardziej inkluzywne, „śmiertelnie umniejszymy znaczenie naszej formy sztuki”. Na ile poważnie rozważamy sens tej przestrogi?