Wydanie: MWM 03/2018

Ksiądz i książę

Article_more
Nie bez przyczyny krytycy ochrzcili Giuliana Carmignolę mianem „księcia skrzypiec barokowych”. W jego interpretacjach dzieła włoskich mistrzów, szczególnie Antonia Vivaldiego, olśniewają przepychem, zaskakują szczególnego rodzaju narracją, nieprzewidywalną dramaturgią, zmiennością brzmień i nastrojów, metrum i harmonii. Koncerty Rudego Księdza w wykonaniach Carmignoli to prawdziwy leksykon barokowych afektów; to muzyka zarazem epicka i teatralna, liryczna i dramatyczna, szalona jak wenecka opera i niesforna jak karnawałowe maski.

Włoski skrzypek, urodzony w Treviso, od lat związany z Wenecją, doskonale czuje muzykę Vivaldiego, szczególnie zaś jej zadziwiające i, z naszego punktu widzenia, być może sprzeczne wewnętrznie zespolenie sacrum i profanum, które z kolei odzwierciedla ducha baroku, a zwłaszcza barokowej Serenissimy – chylącej się powoli ku upadkowi, pełnej kościołów sąsiadujących z niezliczonymi teatrami operowymi, rozmodlonej i rozwiązłej.

Za co uwielbiamy grę Giuliana Carmignoli? Za artykulację: chropowatość staccata i miękkość legata, fenomenalne lotne smyczki i arpeggia; za poczucie pulsu: giętkość frazy, doprowadzone do perfekcji barokowe rubato; za barwę dźwięku: tak bogatą i różnorodną, jak skrzące się odblaskami słońca i kolorami fasad pałacowych wody kanałów weneckich; za dynamikę, rozciągniętą między szemrzącym piano, a perkusyjnym niemal forte; za mistrzowską technikę i perfekcyjną intonację.

 

Gdyby Igor Strawiński mógł usłyszeć interpretacje Giuliana Carmignoli nigdy nie drwiłby mówiąc, że Vivaldi przekomponowywał ten sam utwór kilkaset razy. Dzięki włoskiemu skrzypkowi wiemy, że choć ramy formalne, schematy fakturalne czy figury retoryczne są do siebie podobne, to przecież każdy koncert jest inny, jak inny jest każdy z setek obrazów malowanych przez tego samego weneckiego wedutystę.