Wydanie: MWM 04/2018

W sieci

Paweł Hendrich – wywiad
Article_more
Po przeszło dwudziestu pięciu latach od wprowadzenia i sukcesywnej popularyzacji internetu w Polsce mamy do czynienia z wieloma modelami zachowań, które, wyniesione ze świata sieci komputerowej, przekładają się na nasze zachowania w świecie realnym, a co za tym idzie, obserwować je możemy również w sztuce.

Krzysztof Kwiatkowski: To twój pierwszy festiwal Musica Polonica Nova. Kierownictwo artystyczne przejąłeś po Szymonie Bywalcu. Czy w związku z tym mamy spodziewać się czegoś nowego, jeśli chodzi o formułę festiwalu i jego koncepcję programową?

Paweł Hendrich: Myślę, że festiwal pod moim kierownictwem artystycznym będzie przechodził raczej ewolucję niż gwałtowną zmianę formuły – choćby dlatego że za kadencji Szymona byłem członkiem Rady Programowej, więc również miałem wpływ na program. W składzie obecnej Rady Programowej są Szymon Bywalec, Mateusz Ryczek (Prezes Oddziału Wrocławskiego Związku Kompozytorów Polskich) i Krzysztof Stefański (wrocławski krytyk muzyczny, teoretyk muzyki, twórca witryny nibytygodnik.pl). Zachowujemy profil przedsięwzięcia, które jest w dużej mierze przeglądem aktualnej polskiej muzyki, opieramy program na premierach, stawiamy na młodych kompozytorów, inicjujemy własne koncepcje kuratorskie itd. Nie zabraknie oczywiście zmian: wprowadzamy nową technologię transmisji na żywo jednego z koncertów, dbamy o bliższy kontakt między kompozytorami, wykonawcami a publicznością w ramach specjalnych spotkań. Chcemy, aby odbiorcy mieli szansę lepiej zapoznać się z samymi twórcami i muzykami, by zrozumieli postawy twórcze oraz idee, jakimi się kierują.

 

Czy festiwalowi przyświeca jakaś myśl przewodnia?

Myślą przewodnią obecnej edycji jest „#sieć”. Hasło to rozumiem dwupoziomowo. Po pierwsze, jako typ wielokierunkowych powiązań, sposób łączenia utworów nie tylko w programy poszczególnych koncertów, lecz przede wszystkim poprzez „atomizację” utworów, przez określenie ich cech (hasztagi). Dzięki takiemu podziałowi utwory nie tylko są łączone w grupy przez przyporządkowanie do danego koncertu, ale przede wszystkim zyskują odniesienia wielokierunkowe, wynikające z zaszeregowania według cech. Przypomina to sytuację, jaką dobrze znamy z internetu, gdzie na przykład w serwisach z klipami poruszać się możemy poprzez tagi, skojarzenia, a nie tylko na podstawie predefiniowanej kolejności. Oczywiście rzeczywistość nie daje nam szans na indywidualizację listy utworów wykonywanych na festiwalu, ale poprzez przyporządkowanie cech poszczególnym utworom słuchacz ma możliwość usłyszenia tych, które go interesują najbardziej, i wytyczenia swojej własnej drogi przez wydarzenia MPN. Po drugie, hasło to w oczywisty sposób nawiązuje do internetu, jego struktury, sposobu organizacji i przemieszczania się po nim. W tym drugim znaczeniu chodzi również o oddziaływanie świata wirtualnego na nas. Wydaje mi się, że po przeszło dwudziestu pięciu latach od wprowadzenia i sukcesywnej popularyzacji internetu w Polsce mamy do czynienia z wieloma modelami zachowań, które, wyniesione ze świata sieci komputerowej, przekładają się na nasze zachowania w świecie realnym, a co za tym idzie, obserwować je możemy również w sztuce. Zatem ja i moi koledzy z Rady Programowej uznaliśmy tę inspirację za godną najnowszej edycji Musica Polonica Nova. Chcemy, by publiczność była na bieżąco z problematyką naszych czasów.

 

Zdecydowana większość utworów na festiwalu to utwory nowe, często prawykonania. Czy na tej podstawie możesz się pokusić o jakieś uogólnienie, usystematyzowanie i powiedzieć, jaka jest powstająca obecnie muzyka polska?

Chyba trudno o jednolitą charakterystykę tego, co w różnych pokoleniach dzieje się obecnie w polskiej muzyce współczesnej. Przedstawiamy w większości utwory premierowe, co dodatkowo utrudnia ich systematykę. Możemy co najwyżej przewidzieć zagadnienia, do których – ze względu na tematykę festiwalu lub poszczególnych koncertów – odnosić się będą kompozytorzy. W najbliższej edycji festiwalu oczywistym odniesieniem dla twórców jest sieć oraz to, co ona wnosi do naszego życia. To chyba ważna i wyraźna inspiracja głównie dla młodych kompozytorów. Zaobserwujemy ją na koncercie #post- (Duchnowski, Fukuoka, Sotomski) oraz na koncercie #$półdzielnia (Laskowski, Rożynek, Malinowski, Peszat, Śniady). W tym drugim przypadku – poza problematyką internetu – dodatkowym źródłem odniesień będzie nadrzędna tematyka koncertu, którą jest pieniądz. Internet zainspirował nas również do stworzenia koncertu #online, który będzie transmitowany w sieci, a publiczność festiwalowa będzie mogła go obejrzeć we własnym domu lub przyjść do budynku NFM i we foyer na piętrze –3 obserwować na żywo transmisję z maszynowni (poziom +4) – sali umieszczonej nad salą główną, do której na co dzień nikt, poza upoważnionym personelem, nie ma wstępu.

 

Nowe utwory napisali kompozytorzy młodsi i starsi. Czym wyróżnia się młode pokolenie twórców?

Młode pokolenie, w przeciwieństwie do starszego, stara się znajdować swe idee poza abstrakcją czy strukturą, w odniesieniu do teraźniejszości, komentując współczesność, jej realny wymiar i problemy. W swej twórczości nie stronią od sztuki wideo, nowych mediów, elektroniki. Wykorzystanie tych środków nie jest oczywiście cechą tylko młodego pokolenia, ale w tej grupie wiekowej użycie multimediów jest inne niż choćby w mojej generacji. Dostrzegam u nich mniejszy zachwyt technologią jako taką, ale za to więcej przemyślanego stosowania elektroniki i wideo względem semantycznej warstwy utworu. Młode pokolenie przewartościowuje również jakość. Nie boją się połączeń elementów „hi-fi” z „lo-fi” w planie audio i wideo. Już nie tylko glitch (drobny, chwilowy błąd), ale niska jakość może być cechą długotrwałą jakiejś warstwy ich utworów lub wręcz pewnej całości. Co istotne i co częściowo z tego wynika, to fakt, że sztuka młodego pokolenia staje się synkretyczna, czyli integralnie łączy dźwięk, ruch i obraz w jedno, czasem również działając na pozostałe zmysły.

 

Chciałbym cię też namówić na refleksję o wykonawcach muzyki nowej. Niektórzy twierdzą, że dobry muzyk wszystko dobrze zagra, inni natomiast, że nowa muzyka wymaga specjalizacji. Jakie jest twoje zdanie?

To chyba oczywiste, że muzyka współczesna, jak sztuka każdej innej epoki czy okresu, wymaga specjalizacji. Wykonawca muzyki współczesnej powinien posiadać określone kompetencje: zarówno te techniczne, jak i odpowiednie cechy charakteru. Nie wystarczy sprostać wymaganiom technicznym, takim jak umiejętność wykonywania trudnych rytmów, skomplikowanych faktur, gra tzw. poszerzonymi technikami wykonawczymi, trzeba być przede wszystkim wrażliwym i otwartym na nowe sytuacje związane z wykonawstwem. Nieraz muzyk grający najnowszy utwór musi być performerem, czasami wręcz aktorem. Musi umieć pracować z nowymi mediami (kontrolerami, elektroniką, wideo). Niestety polskie akademie nie uczą tego wykonawców, ale sami muzycy umiejętności te zdobywają bezpośrednio w kontakcie z kompozytorami. Temu właśnie służą takie festiwale jak Musica Polonica Nova, które inspirują nie tylko kompozytorów, lecz także wykonawców.

Jak widzisz rozwój wykonawstwa nowej muzyki w ostatnich latach w Polsce?

Dzięki polepszające się sytuacji społeczeństwa poprawia się również sytuacja samych festiwali oraz, co za tym idzie, zespołów. Jeszcze przeszło dwie dekady temu nie mieliśmy zbyt wielu zespołów specjalizujących się w wykonawstwie muzyki nowej. Inaczej też wyglądała sytuacja samych organizatorów i animatorów życia kulturalnego. Obecnie nadal swe kariery rozwijają zespoły utworzone w latach dziewięćdziesiątych, na przykład Orkiestra Muzyki Nowej, ale powstały kolejne, jak choćby Spółdzielnia Muzyczna Contemporary Ensemble czy młody wrocławski kwartet Ensemble Kompopolex. Myślę, że tych zespołów będzie powoli przybywać. Będą coraz bardziej wyspecjalizowane i sprofilowane zgodnie z potrzebami kompozytorów, zarazem inspirując ich swoimi możliwościami i w ten sposób wpływając na ich twórczość.

 

Mam wrażenie, że w powstającej obecnie muzyce (nie tylko polskiej) jest coraz więcej pozamuzycznych odniesień (w dwóch przypadkach nawet przy tytułach utworów znajdziemy ostrzeżenie przed treściami nieodpowiednimi dla słuchaczy poniżej osiemnastu lat, a tego dotąd nie było). Niektórzy twierdzą – od młodych kompozytorów parę razy takie opinie słyszałem – że z samej materii muzycznej nie sposób wydobyć już prawdziwych atrakcji…

Teza o wyczerpaniu się materii muzycznej staje się popularna w kręgach młodego pokolenia, które swe filozoficzne inspiracje odnajdują w koncepcjach Harry’ego Lehmanna. Ja jednak nie byłbym aż takim fatalistą i nie widziałbym tego problemu aż tak czarno-biało. Czymś naturalnym jest proces ewolucji muzyki, a w tym jej budulca. Niemniej żadna rewolucja w historii muzyki nie spowodowała aż tak zasadniczych zmian, by kolejne pokolenia nie kontynuowały w jakiś sposób wcześniej wytyczonej drogi. Jest to raczej kwestia świadomości i woli użycia takiego lub innego materiału oraz sposobu jego organizacji. W moim pokoleniu też miał miejsce bunt przeciw poprzedniemu. Komplikowaliśmy rzeczywistość muzyczną, dodawaliśmy komputer jako instrument, zachwycaliśmy się materią dźwiękową, na nowo odkrywaliśmy niekonwencjonalne sposoby wydobycia dźwięku i wymyślaliśmy nowe. Młodsze pokolenie przejęło ten muzyczny inwentarz i szuka własnego sposobu wykorzystania go lub wręcz go neguje i w miejsce starej materii próbuje wprowadzić nową. Często jednak, świadomie lub nie, młodzi twórcy poruszają się po wcześniej wytyczonych drogach, których nie da się zmienić w jednym pokoleniu, bo ich zmiana to dekady ewolucji, a nie kilka lat (pozornej lub nie) rewolucji cyfrowej. Trzymam kciuki za młode pokolenie, lecz zarazem jestem po części sceptykiem – jako ktoś, kto ponad dekadę temu wraz ze swoim pokoleniem też próbował zmieniać świat. Zresztą to nie my, lecz przyszłe generacje ocenią i ewentualnie postawią w naszych czasach cezurę między nowym a starym.

 

Tak jak na ostatnim MPN, mamy spektakl przygotowany przez kilku kompozytorów. Jego bohaterką jest Erna Rosenstein. Skąd wziął się ten pomysł?

Pomysł wspólnego dzieła scenicznego zaproponował Mateusz Ryczek, który podobnie jak współautorzy (Dziewiątkowska, Woźny, Skweres) zainspirował się postacią autorki oraz treścią jej surrealistycznych opowiadań. Myślę, że interesujące dla odbiorcy będzie zaobserwowanie, jak dwie kompozytorki i dwóch kompozytorów potraktowało teksty bajek Erny Rosenstein i co z nich przełożyli na własny świat dźwięków.

 

Mamy też kompozytora-rezydenta – jest nim Marcin Stańczyk. Na czym polega rezydencja przy festiwalu?

To już druga rezydentura. Na festiwalu w 2016 roku kompozytorem-rezydentem był Sławomir Wojciechowski, wtedy też kształtowała się formuła rezydentury. Obecnie wygląda ona tak, że w ramach MPN zostaną wykonane trzy utwory Marcina Stańczyka, z czego jeden napisany został na zamówienie festiwalu i właśnie we Wrocławiu będzie miał swoją światową premierę. Utwór ten powstał specjalnie z myślą o dwóch zespołach rezydujących w NFM – Lutosławski Quartet i LutosAir Quintet. Pozostałe dwie kompozycje to Muzyka tkana i Blind Walk. Wykonają je dwa katowickie zespoły: NOSPR i Orkiestra Muzyki Nowej. Odbędzie się także spotkanie z kompozytorem-rezydentem.

 

A publiczność MPN? Czasem słychać głosy, że zainteresowanie poza środowiskiem jest za małe…

Wydaje mi się, że festiwal od kilku lat przechodzi właściwą przemianę. Mam na myśli głównie sprawy związane z organizacją. Choć cały czas pieczę artystyczną nad nim sprawuje wrocławskie i polskie środowisko kompozytorskie lub związane z wykonawstwem muzyki nowej, to wszelkimi sprawami organizacyjnymi zajmuje się Narodowe Forum Muzyki, które świetnie sobie z tym radzi. Dzięki temu my, jako środowisko skupione wokół współorganizatora – Związku Kompozytorów Polskich, koncentrujemy się prawie wyłącznie na celach artystycznych, a NFM zajmuje się organizacją i realizacją naszych pomysłów. Ten podział kompetencji działa bardzo dobrze i cieszę się, mogąc pracować z tak świetnymi organizatorami. Od kilku lat dzięki nowej siedzibie NFM mamy nowe, znakomite akustycznie przestrzenie w postaci czterech sal (jednej głównej i trzech kameralnych), co daje nam korzystne warunki tworzenia wydarzeń festiwalowych i dodatkowo zachęca słuchaczy do uczestniczenia w koncertach. Już dwa lata temu, kiedy po raz pierwszy Polonica gościła w murach NFM, zaobserwowaliśmy spore zainteresowanie festiwalem. Zaczęło nawet brakować biletów na niektóre koncerty. Byłbym zatem optymistą i liczę na dalszy wzrost liczby uczestników wydarzeń.