Wydanie: MWM 05/2018

Kto ma oczy, niech słucha

Grażyna Jaskierska-Albrzykowska o rzeźbie
Article_more
Podtytuł wystawy „Rezonanse Sztuki VIII” nawiązuje do jednej z rzeźb Jerzego Fobera Kto ma oczy niech słucha. W gmachu Narodowego Forum Muzyki we Wrocławiu – w holu, korytarzach i licznych zaułkach – pokazywane są prace takich artystów, jak Maciej Albrzykowski, Marcin Berdyszak, Mariusz Białecki, Sławomir Brzoska, Jerzy Fober, Grażyna Jaskierska, Robert Kaja, Jan Kucz, Adam Myjak, Andrzej Szarek, Jan Tutaj, Piotr Twardowski, Jolanta Wagner i Marek Wagner. Wystawa, której kuratorką jest prof. Grażyna Jaskierska-Albrzykowska prezentowana jest od 15 marca do 30 lipca 2018 roku.

Grażyna Jaskierska-Albrzykowska:
Rzeźbę trudno jest wystawiać, a zwłaszcza w tak niełatwym obiekcie jak Narodowe Forum Muzyki – wiadomo przecież, że jego przeznaczenie jest zupełnie inne. Rektor wrocławskiej ASP, profesor Piotr Kielan, zaproponował, by doprowadzić do spotkania różnych polskich środowisk akademickich, a mnie uczynił kuratorem przedsięwzięcia.


Szyjące. Artysta rzeźbiarz podkreśla w tym utworze czas teraźniejszy, czynność, która trwa i jest jak zszywanie charakterów. Ciągle, nieustannie coś nas pcha do przodu, codziennie się zmieniamy. Czas nas kształtuje, a my nawet sobie nie uświadamiamy, w jak wielkim dokonuje się to stopniu.  

 

Kiedy zapraszałam artystów do udziału w wystawie zależało mi bardzo, żeby zapoznali się najpierw z budynkiem NFM. Jest tak samo interesujący jak rzeźby i tak trudny jak one. Dlatego zrezygnowaliśmy z prac o charakterze performatywnym, które opowiadają swoją historię w typowych przestrzeniach galeryjnych.

 


Wystawa ma jeden podstawowy zamysł: przekraczanie granic zmysłów – synestezję. Dotyk, słuch, smak, węch mają swoje określone funkcje i kiedy człowiek nagle zostaje ich pozbawiony, nie może się posłużyć stereotypem w doświadczaniu rzeczywistości. Zaczyna się zastanawiać, co robi na tym świecie. Jaki jest jego sens tu i teraz. Emocje, które się wówczas uwalniają w wyniku refleksji nad czasem, przyczynowością, koniecznościami i przestrzenią, zatrzymują obserwatora na moment i niemal dosłownie przykuwają jego uwagę do obiektu sztuki.

 

Każdy z nas jest uwrażliwiony na pewne kształty – zbieramy w sobie doświadczenia, które nas poruszają. Stare guziki, kawałki niepotrzebnych drutów zestawione ze sobą, wyczyszczone i zgromadzone w określony sposób, „pracują” wspólnie na odkodowanie treści ukrytych w ludzkim umyśle. Jak można przedstawić guziki? Stoimy nad płaszczyzną płótna pokrytą masą guzików w równych rzędach. Guziki żołnierze, słowa tekstu przyprószone szarym popiołem, pyłem, kurzem leżące na metalowym zardzewiałym prostokącie przypominają tablicę z krypty pokrytą hieroglifami.

 

Jeden z obiektów przedstawia równe łezki łyżek, narzędzia do jedzenia, zmultiplikowane  każą się zastanawiać nad czymś więcej. Niedaleko nich znajdują się drewniane skrzynki na narzędzia. Jedna szuflada wypełniona jest guzikami, druga – połamanymi ołowianymi żołnierzykami, trzecia – wyrzuconymi, niepotrzebnymi nikomu resztkami drucików. Zaklęcie tych starannie wyczyszczonych i pieczołowicie zgromadzonych przedmiotów stanowi zagadkę – sekret, który oglądający stara się mimowolnie odkryć i zrozumieć. Inwentaryzacja pewnej cywilizacji. Gwoździe, pogięte, pordzewiałe, kiedyś miały swoją inną bardzo ważną funkcję. Dzisiaj służą wyłącznie celom estetycznym. Eksploracja czasu. Człowiek coś wytwarza, buduje z zapamiętaniem, z wysiłkiem, poświeceniem. A później te przedmioty ulegają zniszczeniu. Są wyrzucane na śmietnik historii, znikają ze swoją pierwotną potrzebą bycia. Jak my, ludzie.

 

Cała wystawa jest bardzo zróżnicowana tematycznie. Użyte materiały to właściwie wszystkie możliwe, dostępne surowce, które towarzyszą człowiekowi: od metalu, po drewno i różnego rodzaju tworzywa sztuczne. Mieliśmy niełatwe zadanie, by odpowiednio ustawić, zestawić i wyeksponować prace. Przykładowo rzeźby jednego z autorów mamy rozproszone na różnych piętrach ze względu na konieczność połączenia ze sobą odmiennych ciężarów gatunkowych. Ale w tym wyjątkowym przypadku te prace nie muszą zaistnieć koło siebie. Autor i tak jest rozpoznawalny na pierwszy rzut oka.

 

Każda praca to autoreferat. Faktyczny rejestr wrażliwości artysty. Podchodzimy do mapy – rysunku miasta i zaraz obok natykamy się na makietę domków, które stoją obok siebie, dość anonimowo jednakowe, bez okien, bez drzwi, jakoś nieczytelnie podpisane. Oto ludzka chęć zamykania się w sobie, w swojej własnej klatce. Domy są jak identyczne skrzynki pocztowe. Izolacja w tłumie.

Niezwykle trudnym zadaniem było znalezienie odpowiedniego miejsca dla każdej z rzeźb. Jedna praca nie przystaje do drugiej, coś się nie zgadza, koliduje ich wzajemne oddziaływanie. Jedną nich trzeba było przenosić ze względu na światło, które w przypadku obserwacji tej rzeźby jest decydujące. Tylko wówczas bowiem ekspresja koloru będzie odpowiednio podkreślona. Miejsce musi zaakceptować obiekt i obiekt musi się „poczuć” dobrze w miejscu. Utwór żyje swoim życiem, wymaga. A nie można też dokonywać gwałtu na zastanej architekturze.

 

Tylko jedna z prac została zrealizowana z myślą o miejscu, w który stanie. To rzeźba zatytułowana Kształt wewnętrzny, która prezentowana jest na pierwszym piętrze. Z kolei inna musiała dostać możliwie najwięcej światła, by wydobyć głębię koloru. To niezwykłe, jak wówczas zaczyna żyć. Polichromia w tym miejscu jest tak bardzo wyeksponowana, iż sprawia, że przy tej pracy można spędzić dużo czasu, przyglądając się różnorodnym powierzchniom zastosowanym przez artystę.

 

Rzeźba wciąga. Zastanawiamy się nad wewnętrznym światem struktur, który człowiek posiada, nad światem otwartym do środka. To jest jak rzeźbienie duszy, własnych archetypów. Jaki nadać kształt miłości, nienawiści? Wsłuchujemy się w czyjeś emocje. W znakach kultury każdy może zobaczyć coś ważnego, wyjątkowego dla siebie. Ten język to system nienazwanych treści, które każdy odczytuje na swój własny, indywidualny sposób.

 

Nić, droga, którą podąża człowiek. Który nigdy nie stoi w miejscu. Miękka linia jest elastyczna. Opowieść podróżnika. Nasączona intensywnymi kolorami. Tu znajduje się wszystko. Proste barwy, jasne i ciemne, takie jak życie człowieka.

 

Ważniejsze niż inspiracje są interpretacje przetransponowane w dzieło. To one decydują o zaklęciu przestrzeni w kształt rzeźby. Światło, które wpada w szczeliny, wydobywa pracę w sposób zupełnie nowy, wyjątkowy. Rzeźba jest nieoczywista. W budynku NFM rządzi biel i czerń. W zaprezentowanych utworach mamy różne, właściwie nieskończone odcienie bieli, która w tak różny sposób oddziałuje na psychikę człowieka. Ciągle jednak jest tylko bielą.

 

Rzeźba otwiera na nowo umysł ludzki. Pojawiają się hybrydy treści, które na skutek zderzeń nagłych emocji każą się zatrzymać i zapytać, gdzie tak pędzimy? Skąd siła? Co jest tym potężnym napędem, który sprawia, że człowiek nieustannie biegnie jak oszalały w pogoni za czymś niewidzialnym?

 

Architektura NFM jest piękna i „prawie skończona”, więc bardzo trudna. Artyści musieli ją odkryć dla siebie. Ta architektura podrażnia zmysły jak muzyk struny instrumentu i trzeba było ją oswoić, by móc wprowadzić twórczo inne dzieło. Wnęki przy schodach, nisze, zejścia z poszczególnych pięter. Okazuje się nagle, że ustawiona tu praca pozwala dostrzec, że ten punkt komunikacyjny jest naprawdę znacznie większy, obszerniejszy. Rzeźba uaktywnia przestrzeń. Dzięki temu zestawieniu odkrywamy szczegóły rzeźb, kolor, kształt, złożoność ich kompozycji wobec artefaktów samej architektury, która współgra z utworem artystycznym. To swoisty dialog. Okleina z drewna, szyba, linia poręczy nagle stanowi ramę albo uzupełnienie. Następuje dwoistość znaczeń, nowa gra. Cienie, linie światła, które się na siebie nakładają, detale, które stwarzają dzieło na nowo. Przenoszą nas w inny wymiar. Historie osobliwe. Różnorodność twórczego potencjału, który wtulił się w przestrzenie NFM. Wehikuły czasu.