Młodość, magia, muzyka

Ernst Kovacic – wywiad
Article_more
Po raz dziesiąty we Wrocławiu odbędzie się Leo Festival, wyjątkowe wydarzenie, stworzone przez byłego dyrektora artystycznego NFM Orkiestry Leopoldinum, wybitnego austriackiego skrzypka i dyrygenta Ernsta Kovacica. To propozycja eklektyczna w formie, łącząca różne dziedziny sztuki (i rozrywki), przyciągająca różne pokolenia widzów. Tak jest i tym razem.

Grzegorz Chojnowski: Prowadzi pan bardzo intensywne życie koncertowe, jako solista i dyrygent. Właśnie wrócił pan z tournée.

Ernst Kovacic: Występowałem z duńskim Esbjerg Ensemble. Graliśmy bardzo różną muzykę, także utwory symfoniczne w aranżacji na zespół kameralny, takie jak I Serenada Brahmsa. Wykonywaliśmy utwór chińskiego kompozytora Li-Yin Wu, który mieszka w Danii. Było prawykonanie dzieła napisanego przez Benta Sørensena specjalnie dla Esbjerg Ensemble, ale też utwory dla dzieci Lutosławskiego czy sekstet z Capriccia Richarda Straussa.

 

Jednym słowem – muzyczna rozmaitość, czyli to, do czego przyzwyczailiśmy się we Wrocławiu, gdy pracował pan z Leopoldinum.

Program występów zależy od wizji artysty, ale i potrzeb organizatora. Kiedy jechaliśmy do Sankt Petersburga, by zagrać w sali koncertowej Teatru Maryjskiego, dla publiczności ceniącej tradycyjną muzykę, włączyliśmy do repertuaru utwory romantyczne, za to na festiwalu w Tampere graliśmy jedynie współczesne kompozycje.

 

Podczas Leo Festiwalu jeden z koncertów będzie poświęcony wyłącznie muzyce polskiej. Okazją jest jubileusz polskiej niepodległości?

To główny powód. Chcę pokazać różne etapy, odmienne oblicza polskiej muzyki. Zatem na początek Paderewski z Suitą G-dur, o której istnieniu nie wiedziałem. Nie znałem Paderewskiego od tej strony, jego kompozycja na orkiestrę smyczkową była dla mnie nowością. Będzie oczywiście Chopin, mazurek w mojej aranżacji, Chaconne z Polskiego Requiem Pendereckiego, utwór Fitelberga, przedstawiciela grupy znakomitych kompozytorów niezasłużenie mało znanych, także w Polsce. Zamówiliśmy też kompozycję u mieszkającego w Wiedniu Tomasza Skweresa, którego znam od kilku lat. Jego brat, Piotr, występuje w kwartecie Apollon Musagète. Zapytałem, czy Tomasz nie napisałby czegoś specjalnego. Zgodził się.

 

Zabrzmi na tym koncercie, w Sali Głównej Narodowego Forum Muzyki, również polska literatura w interpretacji aktorów.

Jestem bardzo szczęśliwy, że zagramy w tak wspaniałym miejscu, odpowiednim dla uczczenia rocznicy niepodległości, tak istotnej dla każdego narodu. Wyborem tekstów, wierszy, pamiętników zajęła się Justyna Skoczek.

 

A na inaugurację – wydarzenie charakterystyczne dla Leo Festiwalu. Coś dla młodej widowni, z dodatkową, niemuzyczną atrakcją.

Taka była idea festiwalu: łączyć gatunki, niekoniecznie oczywiste w zestawieniu ze sobą. Tym razem proponujemy koncert połączony z show mistrza magii. Ten pomysł wyszedł od muzyków orkiestry Leopoldinum, którzy mają kontakt z niemieckim magikiem Ralphem Kunze. Mamy nadzieję, że młodzi widzowie będą zachwyceni, że przyjdą wraz z rodzicami na ten koncert. Zagramy między innymi utwory Johna Williamsa z filmów o Harrym Potterze oraz słynny poemat symfoniczny Paula Dukasa Uczeń czarnoksiężnika w mojej aranżacji na orkiestrę smyczkową. Największe wyzwanie dla nas to oprawa muzyczna występu mistrza magii, myślę, że częściowo będziemy improwizować. Wyzwanie, ale i zabawa.
 

Nie mogę w tym momencie nie zapytać, czym jest dla pana magia muzyki, na czym polega?

To niełatwe pytanie i skomplikowana odpowiedź. Powiem więc po prostu: czasami muzyka przenosi nas w inne sfery, przestajemy zwracać uwagę na brzmienie, harmonię, dotknięci pięknem muzyki wchodzimy w inny świat. Tytuł tego koncertu – „Muzyka i magia” – ma także podkreślać tę właściwość, nie tylko informować o dialogu magicznego show z grą muzyków.

 

To dziesiąty Leo Festiwal. Dobry moment na refleksję?

Myślę, że Leo Festiwal zdobył sobie mocną pozycję w bogatym krajobrazie wrocławskiej kultury. Mamy publiczność, naszych zaprzyjaźnionych już słuchaczy, którzy czekają na każdą edycję i niezawodnie przychodzą na koncerty. Druga sprawa to zaangażowanie muzyków orkiestry Leopoldinum, ich wkład w program kolejnych edycji. Ta współpraca staje się coraz intensywniejsza, na początku to były głównie moje decyzje i pomysły, teraz to się zmieniło. Dziś Leo Festiwal jest przestrzenią twórczej ekspresji, fantazji wszystkich członków orkiestry.

 

Koncert „Razem żyjemy – razem gramy” to nobilitacja relacji mistrz–uczeń, tak potrzebnej, wręcz niezbędnej w muzyce, stanowiącej o sile i ciągłości tej dziedziny sztuki.

Najważniejsze i najciekawsze jest tutaj połączenie artystycznych energii: doświadczonych muzyków, mistrzów, z młodymi. Proces nauki, w którym nie tylko rozmawiamy o utworach i wykonawstwie, nie tylko przekazujemy wiedzę, lecz czujemy i dajemy odczuć uczniom swoją aktywną obecność, grając obok siebie na estradzie, to doświadczenie bezcenne, przynoszące najlepsze efekty.

 

Ostatnie wydarzenie festiwalu najmocniej wykracza poza definicję koncertu, odbędzie się w kościele pw. św. Marii Magdaleny.

Wiemy, jak bliskie są związki religii z muzyką, istnieje wiele arcydzieł pisanych z myślą o wierze, to ogromna część orkiestrowego repertuaru. Również Polska ma długą tradycję muzyki sakralnej. Każdej niedzieli, w każde święta brzmi w kościołach muzyka. Chcemy to podkreślić, przekazując równocześnie swoją prośbę o pokój, którą kończy się msza święta.

 

Ma pan jakieś marzenie na kolejną dekadę Leo Festiwalu?

To trudna sprawa, bo festiwal jest jak rosnące drzewo, zależy od tak wielu czynników: organizacyjnych, finansowych, ludzkich. Mam pomysły. I to już na kolejny rok, na jedenastą edycję. Mam nadzieję, że uda się je zrealizować i publiczność będzie zadowolona.

.