Wydanie: MWM 06/2012

Muzyczna iluzja modlitwy

Article_more
To właśnie tu Eugeniusz Mrawiński wielokrotnie dyrygował symfoniami Dymitra Szostakowicza. Piękna, otoczona kolumnami sala koncertowa Filharmonii Petersburskiej (niegdyś Leningradzkiej) jest dobrze znana ze zdjęć, na których zwraca uwagę jej szlachetna, choć niezupełnie nieskazitelna biel. Ku memu ogromnemu zaskoczeniu w poniedziałek, 16 kwietnia bieżącego roku owej bieli niemal nie było widać.

Znikła wśród krwistoczerwonych amarylisów, którymi przystrojono wnętrze. Jednak ostateczny cios bieli zadały migotliwe światła, zmieniające wielkie kryształowe żyrandole w rozpalone kule barwy błękitnej i koralowej. Organy zakrył stojący pionowo czerwony dywan ułożony z tulipanów, na którym białymi kwiatami wykaligrafowano litery przypominające prawosławnym o zmartwychwstaniu Chrystusa: „Christos woskresie”.

W ten właśnie sposób przygotowano Filharmonię Petersburską na inaugurację wielkanocnego Międzynarodowego Festiwalu Chóralnego i specjalny koncert, którego gwiazdą była niezwykle w Rosji lubiana Diwna Lubojewicz z Serbii. Jej występ poprzedziło żarliwe kazanie protodiakona Andrieja Kurajewa, którego potężny głos nijak nie chciał zmieścić się w filharmonijnych głośnikach, oraz popis miejscowych śpiewaków, koncertujących jako Świąteczny Chór Wałaamskiego Monastyru.

Podczas kolejnych dni prezentowano dzieła nagrodzone na I Konkursie Kompozytorskim im. św. Romana Pieśniarza, rozstrzygniętym tuż przed inauguracją petersburskiego festiwalu. Jednym z jurorów konkursu był twórca i dyrektor legendarnego Chóru Cerkiewnego Moskiewskiego Patriarchatu Anatoli Grindenko, z którym spotkałem się we foyer filharmonii we wtorek. Z portretów patrzyli na nas kompozytorzy – od Glinki i Czajkowskiego przez Chopina i Schumanna po Wagnera i Debussy’ego. Stanęliśmy obok bardzo ekspresyjnego pomnika Jana Sebastiana Bacha (patrząc na jego ręce, można by pomyśleć, że gra Beethovena) i wtedy Grindenko zaczął swoją opowieść:

„W Rosji, zgodnie z tradycją, w czasie nabożeństwa w cerkwi śpiewają chóry zawodowe. Dla nas śpiew jest jak ikona, a żeby pisać ikony, trzeba być do tego odpowiednio przygotowanym. Współcześnie w bardzo wielu cerkwiach niestety nie ma zawodowych śpiewaków, ale – mówiąc szczerze – mnie podoba się bardziej, gdy śpiewają amatorzy. Zawodowcy rzadko są dziś ludźmi wierzącymi, interesuje ich tylko zarobek. I ja słyszę to w ich śpiewie, bo brak w nim żaru. Bardzo trudno jest mi znaleźć muzyków do mojego chóru. Po pierwsze, potrzebne są dobre, męskie głosy, do tego muszą być to głęboko wierzący i naprawdę dobrzy ludzie. Ten problem dotyczy zresztą całego świata, także katolickiego. Często, gdy człowiek ma piękny głos, zapomina o tym, że to dar od Boga. Chełpi się nim, a to niestety daje się zauważyć.

Będąc jurorem konkursu, zrozumiałem, że w cerkwi nie powinno być muzyki autorskiej. Wielki cios rosyjskiej tradycji zadano w XIX wieku, kiedy rozkwitła profesjonalna szkoła kompozytorska. Wprowadzanie profesjonalizmu przebiegało równolegle z niszczeniem kultury ludowej, która – tak jak tradycyjne pieśni – niegdyś wypełniała ludziom życie.

Muzyka, którą możemy usłyszeć na tym festiwalu, to twórczość okołocerkiewna, to wariacje na tematy religijne. A jeśli idzie o profesjonalizm, to podstawowe pytanie dotyczy nie tego, jak się wykonuje, ale co się wykonuje. Jeśli chór cerkiewny śpiewa muzykę skomponowaną, choćby genialną – Czajkowskiego czy Rachmaninowa – to siłą rzeczy poddaje się wpływowi twórcy dzieła i odczytuje święty tekst z jego punktu widzenia. Im genialniejszy kompozytor, tym gorzej dla wiernych zgromadzonych w cerkwi, bo tracą wolność rozumienia słowa po swojemu. Tradycyjny śpiew gwarantuje intersubiektywne rozumienie tekstów. W największych ikonach i w najlepszym śpiewie cerkiewnym nie ma psychologizowania. Nie ma spraw codziennych. Jest za to dużo energii i silna artykulacja. Dlatego śpiewacy muszą stanowić część cerkwi, a nie być zawodowcami zapraszanymi do świątyni z konserwatorium. Zawodowcy bowiem nie biorą na siebie żadnej odpowiedzialności, dbają tylko o to, żeby było czysto i bez błędów. I w ten sposób tworzy się iluzję modlitwy. Współcześnie często zapominamy, że śpiew powinien w modlitwie pomagać, a nie tylko cieszyć uszy”.

 Grindenko zamilkł, a mnie się zdało, że spiżowy Bach delikatnie poruszył palcami. W istocie to tylko zamigotały światła – przerwa w Filharmonii Petersburskiej dobiegła końca.

 Aleksander Laskowski